Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości

11.11.2017
sobota

Problem z Teofilem Środą, czyli zaraportować trzeba

11 listopada 2017, sobota,

W jednym z odcinków „Ucha prezesa” tytułowy bohater przegląda i podkreśla fragmenty książki Teofila Środy „Tajemnice Antoniego”. Niezawodny Mariusz spieszy z objaśnieniem, że to takie tam bzdury jakiegoś narkomana. Tak, tak – potwierdza Prezes – ale ciekawe… i wraca do lektury.

Coraz trudniej nam dziś precyzyjnie określić, czy satyryczne „Ucho prezesa” trafnie oddaje atmosferę funkcjonowania obecnej władzy, czy może ją narzuca, zmuszając jej przedstawicieli do rysowania własnych karykatur, ośmieszających mimochodem instytucje, którymi kierują.

Ciąg dalszy powyższego wątku z satyry Roberta Górskiego prawdopodobnie wygląda tak. Minister wzywa dwóch swoich urzędników, szefa gabinetu politycznego oraz pełnomocnika ds. reformy archiwów wojskowych, i mówi: zróbcie coś z tym Środą, nawet Prezes go czytał, obalcie te narkomańskie bzdury i nie zapomnijcie przy tym, że on już pisał różne wredne antypolskie z ducha książki. Tak jest! – zakrzyknęli ochoczo urzędnicy i wzięli się ostro do roboty.

Na początek stali się ekspertami jednego z prorządowych tygodników, pisząc artykuły polemiczne nie tyle do treści książki, ile do autora, przeplatając to co chwila hipotezami o spiskach inspirowanych przez wiadome siły, podczas gdy ich szef najlepszym z możliwych patriotów jest (podobno szafa u pana ministra się przegrzała od rejestrowania tych nieustających „łubudubu”). Wątki wyjątkowej antypolskości autora książki jeszcze lepiej brzmiały w rządowej TV, ale w niej – jak wiadomo – wszystko brzmi najlepiej.

Ale jakoś słabo szło – autor odpowiadał na polemiki, przytaczał źródła, wykazywał manipulacje. Wtedy zapewne zapadła decyzja, żeby publicyści stali się ekspertami ministerstwa i stworzyli raport. To już było bliższe rzeczywistości niż stwarzanie aury, że podlegli ministrowi urzędnicy są niezależnymi ekspertami jednego z tygodników.

Muzeum Obrony Narodowej opublikowało raport pp. Cenckiewicza i Smyrgały jako swój oficjalny dokument. Co w nim znajdujemy? W skrócie kompilację tez stawianych dotychczas przez obu panów w publikacjach prasowych i wypowiedziach medialnych. Raport jest wieloprzymiotnikowy – bo wyczerpuje chyba wszystkie znane w języku polskim pejoratywizmy na opisanie Tomasza Piątka, jego nieudolności, niewiedzy i nieznajomości tematu.

Przebrnąwszy przez te autorytatywne stwierdzenia, szukam uzasadnienia. I co znajduję:
1. Piątek jest dyletantem, bo pisze „Komenda Stołeczna Milicji”, a przecież powinien napisać „Komenda Stołeczna Milicji Obywatelskiej” – najwyraźniej doktorat w III RP nie wystarczy, by przyjąć, że pisząc o milicji w Warszawie, autor ma na myśli Milicję Obywatelską, a nie partyzantkę czasu wojny o niepodległość USA…

2. Piątek pisze „oddział UOP”, a przecież powinien napisać „delegatura UOP” – co straszliwie zaburzyło ekspertom możliwość rozpoznania, o jakiej instytucji autor pisze…

3. Piątek korzysta z anonimowych źródeł – no bo przecież to niespotykane, że ktoś nie chce, by jego nazwisko znalazło się w publikacji. Wszyscy wręcz o to proszą, kiedy mówią o ministrze straszącym zarzutami terrorystycznymi autorów, których teksty nie przypadną mu do gustu…

4. Piątek pisze, że Robert Luśnia nie złożył rezygnacji z prezesowania Fundacji Głos w 2005 roku – a przecież Luśnia w 2016 r. opowiadał, że złożył – a może by tak pokazać tę rezygnację? Albo wpis do rejestru ją potwierdzający? Ups… chyba że nie istnieją. Może ważniejsze by tu było oświadczenie p. Luśni z opisywanego okresu, a nie wersja jaką dziś głosi?

5. Piątek pisze o „Centrum Ekspertów”, a to było „Centrum Eksperckie” – to akurat była pomyłka korektorska, ale swoją drogą – ile bezsennych nocy zajęło panom ekspertom badanie tego akapitu książki i dojście do wniosku, że Centrum Ekspertów to Centrum Eksperckie i że jest to wielki błąd?

Można tę listę kontynuować, tego rodzaju argumenty przytaczają autorzy „raportu” na uzasadnienie tezy głównej o niekompetencji i brakach warsztatowych Tomasza Piątka.

Podałem kilka przykładów – nie ma tu miejsca na analizę krok po kroku – zresztą każdy, kto ma książkę, może sobie ją z tym raportem zestawić i wyciągnąć wnioski sam.

Mnie bardziej zafrapowało, jak dzisiaj wygląda oficjalny raport sygnowany przez Ministerstwo. Według Słownika Języka Polskiego raport to:
1. sprawozdanie z jakichś prac lub relacja o stanie czegoś
2. ustne lub pisemne doniesienie o czymś zwierzchnikowi lub instytucji nadrzędnej.

Obie definicje sugerują formę faktograficzną, weryfikacyjną, a nie publicystyczną.

W opisywanym przypadku otrzymaliśmy kompilację tez publicystycznych urzędników z czasu, gdy byli oddelegowani do roli ekspertów medialnych. Raport nie odnosi się do faktów opisywanych przez Piątka – ot, choćby kwestia finansowania „Głosu” przez R. Luśnię – chciałbym się dowiedzieć, jak to było z tym finansowaniem – było czy nie było? Reklamy się ukazywały czy nie? Dostaję w zamian za to ubolewanie, że Biblioteka Narodowa nie ma elektronicznych rejestrów, w których można by sprawdzić, ile czasu Tomasz Piątek w niej był i ile numerów „Głosu” przeczytał. Panowie eksperci, jesteście blisko źródła – ustalcie, jak to z tymi pieniędzmi na reklamy w „Głosie” było, i zróbcie aneks do raportu.

„Raport” z rzadka odnosi się do faktów – a jeśli już, to często je potwierdzając, jak przypadku umów lobbingowych D’Amato z PGZ („były zgodne z prawem” – no i? Czy to argument na rzecz braku powiązań ministra z tym lobbystą?) czy rosyjskich silników rakietowych dla obsługiwanej przez D’Amato firmy Lockheed Martin. Podrozdział 3.5. „raportu” autorzy opatrują tytułem: „Brak wiedzy o kondycji amerykańskiego przemysłu kosmicznego”, po czym potwierdzają informacje zawarte w książce o uzależnieniu amerykańskiej firmy od rosyjskich dostaw, ale mają na to własne wytłumaczenie: „Na skutek błędów w planowaniu rozwoju technologii i oparcia się na naiwnym, neoliberalnym paradygmacie niskiej ceny amerykańskie koncerny oferujące technologie kosmiczne same zaprzestały produkcji odpowiednich podzespołów jako zbyt drogich. Stały się w ten sposób zależne od importu z Rosji”. Czyli chodzi tu o naiwny neoliberalny paradygmat, a nie lobbing D’Amato. OK, to jest jakaś teza publicystyczna, trafiająca niewątpliwie do tropicieli neoliberalnego zła, ale może jakieś argumenty? Na to miejsca w „Raporcie” nie ma.

Nasze podatki posłużyły do stworzenia zestawienia tez publicystycznych akolitów ministra, w którym jesteśmy epatowani groźnymi tytułami rozdziałów i podrozdziałów, za którymi nie stoi sensowne uzasadnienie. Eksponowany jest wątek antymacierewiczowskiego światowego spisku z centralą na Kremlu, spisku powiązanego z antypapieskim, bo Piątek napisał też „Antypapieża”, co nieprzekonani treścią „raportu” dostają na koniec jako argument ostateczny, że Piątek złym Polakiem i autorem jest.

„Raport” jest podsumowaniem dotychczasowych wysiłków rządowej publicystyki i zapewne ma tworzyć podbudowę do udowadniania terroryzmu Piątka przez prokuraturę. Nie jest stricte raportem, bo nie odnosi się do opisanych zdarzeń i faktów – co chyba świadczy o słabości struktur zajmujących się ta sprawą, które posiadając nieporównanie większe możliwości w zakresie weryfikowania, dostępu do dokumentów źródłowych od autora książki, jej podstawowej materii nie dotykają.

PS Użyłem w tekście nazwy „Muzeum Obrony Narodowej”, żeby sprawić trochę problemu ekspertom, niech dochodzą, o jaką instytucję chodzi, a potem obwieszczą, że nie mam pojęcia o dzisiejszej Polsce i jej strukturach rządowych.

PPS Do śledczych: tak, jestem wydawcą tej książki. Ale może za jakieś 10 lat oświadczę, że zrezygnowałem z funkcji prezesa Wydawnictwa Arbitror przed napisaniem tego tekstu. Że w rejestrach gospodarczych będzie co innego? Eee… jak będzie trzeba, znajdę ekspertów, którzy uznają moje oświadczenie z 2027 r. za ważniejsze.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Gdyby Seremet nie obronił Macierewicza, to nie mielibyśmy dzisiaj kłopotu.

  2. „Psy szczekają, karawana idzie dalej …”

    Opozycji medialnej zostalo jedynie Ucho…smiac sie czy plakac?

  3. Ów raport MON-u jest tutaj:
    https://zbrojni.blob.core.windows.net/pzdata2/TinyMceFiles/Raport_Tomasz%20Pi%C4%85tek%20i%20jego%20k%C5%82amstwa.pdf

    Pozwolę sobie zwrócić uwagę na jeden tylko wątek. Otóż na stronach 11-12 autorzy raportu odnoszą się do informacji Piątka, że przejrzał on wszystkie numery Macierewiczowskiego pisma „Głos” w Bibliotece Narodowej. Raport sugeruje, że ta informacja nie może być prawdziwa, gdyż: „Biblioteka Narodowa nie dysponuje kompletem numerów „Głosu” z lat 1996–2002. W jej dwóch różnych czytelniach dostępnych jest jedynie 160 numerów „Głosu” z lat 1997–2003, czyli ok. 40% całkowitej liczby numerów, a z niektórych lat nie ma żadnego egzemplarza”.

    „W jej dwóch różnych czytelniach”? Hmm… Przecież każdy bywalec Biblioteki Narodowej wie, że biblioteka ta przechowuje swoje zbiory nie tylko w czytelniach, ale także (a raczej: przede wszystkim) w magazynach. A z zasobem „Głosu” w MAGAZYNACH Biblioteki Narodowej można się zapoznać tutaj:
    http://katalogi.bn.org.pl/iii/encore/record/C__Rb1609885__Sg%C5%82os__P0%2C2__Orightresult__U__X8;jsessionid=024BFE8A7D0334F6FFDCEC2130CBE6C0?lang=pol&suite=cobalt

    I co widzimy? Otóż:

    za rok 1996: wygląda na to, że Bibliotek Narodowa posiada komplet numerów tego czasopisma (dokładnie: „R.19/R.20:nr 1-146 (3/4 I-30.XII/5.I 1996/1997)”)

    za rok 1997 (tu podany jako rocznik 21) – rzeczywiście są pewne braki, ale wygląda na to, że spośród numerów 1-173 za ten rok – brakuje tylko numerów 46, 49, 55, 60, 86, 92, 95, 120-121, 154-156, 158-159; czyli tylko kilkunastu numerów na ogólnie wydanych w tym roku 173

    za rok 1998 – ukazały się numery 1-228 i brakuje tylko numerów 110, 188 i 196

    za lata 1999-2000 – tutaj Biblioteka Narodowa rzeczywiście posiada tylko pojedyncze numery

    za lata 2001-2003 – Biblioteka Narodowa posiada komplet numerów.

    Jeśli się mylę – proszę mnie sprostować. Każdy może mnie zweryfikować zaglądając pod powyższe linki. Ale z tego co widzę, wnoszę, że być może Piątek wyraził się niezbyt precyzyjnie (powinien był napisać, że przejrzał nie WSZYSTKIE numery Głosu, tylko WSZYSTKIE DOSTĘPNE w Bibliotece Narodowej), niemniej jednak wygląda na to, że w Bibliotece tej numerów Głosu za lata 1996-2003 jest więcej niż 40%. Dużo więcej!

    Poza tym… przypomnijmy, o co Piątkowi – w kwestii powyższego wątku – chodziło w jego książce. Otóż chodziło mu o to, że w ww. latach Herbapol zapłacił „Głosowi” sporą dość sumkę, rzekomo za reklamy. Piątek zwrócił uwagę na to, że w rzeczywistości w owych latach w Głosie nie ukazała się ANI JEDNA reklama Herbapolu. Stąd też pytanie, które nasuwa się samo: na co w takim razie te pieniądze poszły? MON, jeśli chce obalić tezę Piątka, zamiast migać się i dociekać, które numery Głosu są w BN, a których nie ma – lepiej niech odpowie na zarzut konkretnie i merytorycznie, niech wykaże, w których numerach Głosu w latach 1996-2003 ukazały się reklamy Herbapolu. No więc, drogi MON-ie, w których?