PiS pozbywa się twarzy

Pamiętacie PiS sprzed 2-3 lat? A konkretnie twarze PiS? Na wszelki przypadek przypomnę.

Jarosław Kaczyński pojawiał się z rzadka, reflektory skupiały się na młodym polityku z Krakowa – kandydacie na prezydenta oraz jego szefowej sztabu, która za chwilę była promowanym w kampanii parlamentarnej kandydatem na premiera. Dwie twarze marszu PiS po władzę to Andrzej Duda i Beata Szydło. Można by dodać jeszcze pół twarzy – Jarosława Gowina, który wystąpił w kampanii jako nie-Macierewicz, bo nie Macierewicz, a Gowin miał być ministrem obrony narodowej.

Pierwsza odpadła „połówka”. Ministrem obrony został jednak Macierewicz, Gowin zajął się szkolnictwem wyższym i demonstracyjnym „smuceniem” własnej twarzy przy głosowaniach niezgodnych z własnym sumieniem, z którego to „smucenia” niewiele, poza wilgotnymi oczyma nielicznych fanek, wynika.

Twarz Andrzeja Dudy po objęciu urzędu zmieniła się na tyle, że to już chyba zupełnie inne oblicze. Młody, dynamiczny, łudzący część centroprawicowego elektoratu nadzieją na w miarę nowoczesną konserwatywną politykę, gładko wszedł w napisaną przez duet Jarosław Kaczyński/Robert Górski rolę Adriana z sekretariatu. Gdyby nie konflikt z szefem MON i najprawdopodobniej z tym powiązane weta ustaw sądowych, zapomnielibyśmy o tym, że prezydent ma w ogóle jakieś uprawnienia poza reprezentacyjnymi, a jego twarz stałaby się całkiem przeźroczysta.

W czwartek w spektakularnych okolicznościach zanikła twarz Beaty Szydło – rano pani premier dramatycznie pytała opozycję, za co ta chce ją odwołać, wygrała głosowanie nad wotum nieufności i dostała kwiaty od prezesa, wieczorem ten sam prezes ją odwołał. Czy udzielił odpowiedzi na pytanie, „za co?” – nie wiemy, można podejrzewać, że nie, bo jakie to w sumie ma znaczenie.

Z kronikarskiego obowiązku odnotować należy, że o ile prezydent Duda próbami własnego zdania popadł w niełaskę twardego zaplecza partii rządzącej, o tyle odwołanie Beaty Szydło spowodowało co najmniej konsternację w tym gronie. Do tego stopnia zrobiło się nieprzyjemnie, że desygnowany na premiera Mateusz Morawiecki pobiegł natychmiast do radia z Torunia, by obiecać, że głównie będzie się zajmował rechrystianizacją Europy. Może ta deklaracja mu pomoże.

Tak czy inaczej – wyraźnie PiS zakończył promocję i pozbył się twarzy zwycięskiej kampanii wyborczej.

Być może, jak boją się politycy opozycyjni, ten face lifting ma być obliczony na pozyskanie centrowego wyborcy – premier znający angielski i „eksbankster” to faktycznie nowość w pisowskich pomysłach na wizerunek. Mam jednak wrażenie, że rechrystianizujący Morawiecki, ze swoją propagandą sukcesu na slajdach power pointa, jest mało atrakcyjny dla klasy średniej, nie na tyle, by polubili podwyższone składki ZUS, nadaktywność urzędów skarbowych i brak zwrotu VAT.

O ile twarze wyżej opisane to zmiana na użytek wewnętrzny, o tyle istotniejsza jest mniej spektakularna, ale równie skuteczna akcja pozbycia się innej twarzy. Twarzy nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Od dawna „miesięcznice” to święto jego brata i Antoniego Macierewicza, a za sprawą pacyfikacji Obywateli RP do grona świętujących dołączył minister Błaszczak.

Wprawdzie jednym z dyżurnych pasków „Wiadomości” jest „Myśl Lecha Kaczyńskiego zwyciężyła i jest realizowana” – tymczasem eksminister obrony narodowej, dziś szef gabinetu politycznego ministra Waszczykowskiego Jan Parys, oświadcza na spotkaniu Klubu Ronina (dla niezorientowanych – najtwardsze zaplecze PiS), że niepodległość Ukrainy nie jest dla Polski tak bardzo istotna… Jego szef niedawno obwieścił, że sporządza listę polityków ukraińskich, których do Polski nie wpuści… Jak to się ma do myśli Lecha Kaczyńskiego, który był bezkompromisowym, czasem skrajnym zwolennikiem postpiłsudczykowskiej, giedroyciowej polityki wschodniej? No mniej więcej tak, jak deklaracje Macierewicza o wzmacnianiu polskiej armii do rzeczywistości.

Przy tym pozbywaniu się twarzy jedyne, czego nie wiemy, to czy mamy do czynienia ze zmianą optyki na jednoznacznie prorosyjską, czy powinniśmy jeszcze raz przesłuchać taśmy z „Sowy…”, szczególnie ten fragment, w którym minister Sikorski mówi o „robieniu łaski/laski” Amerykanom, i dostosować ten cytat do relacji rządu PiS z obecną administracją w Waszyngtonie.