Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości

26.02.2018
poniedziałek

Ksiądz wychowawca

26 lutego 2018, poniedziałek,

Minister Anna Zalewska opublikowała projekt rozporządzenia w sprawie organizacji nauki religii w szkołach. Novum jest możliwość powierzania katechetom wychowawstwa klasy. W uzasadnieniu czytamy między innymi: „Na potrzebę zmiany przepisu w tym zakresie wielokrotnie wskazywali przedstawiciele Kościołów i innych związków wyznaniowych prowadzących nauczanie religii w szkołach”.

Czyli należy powierzyć katechetom wychowawstwa klas, bo katecheci tego chcą.

Polska szkoła ma dobre i złe strony. Tą lepszą, choć niedającą 100-proc. efektu, jest system kwalifikacji, wymogi formalne, awans zawodowy. Temu systemowi podlegają nauczyciele wszystkich przedmiotów, nie podlegają mu katecheci.

Zgodnie z porozumieniem episkopatu z MEN katechetą może zostać w liceach ksiądz po seminarium duchownym „z przygotowaniem pedagogicznym do nauczania religii”. Podkreślam to, ponieważ „przygotowanie pedagogiczne do nauczania religii” jest potwierdzane przez seminarium, uzyskane na kursie kolegium teologicznego – nie jest więc tokiem przygotowania nauczycielskiego, jakie muszą przejść nauczyciele. Na niższych poziomach szkolnictwa katechetami mogą być alumni 4. i 5. roku seminariów duchownych.

Rozporządzenie zatem faktycznie obniża próg kwalifikacji dla osoby, która może być wychowawcą. Tyle o formalnościach, teraz o tym, co z nich wynika.

Katecheci są szczególnym bytem w szkole – traktowani i opłacani przez państwo, uczestniczą w radach pedagogicznych, cieszą się stabilnym pensum (katecheza to jedyny przedmiot, który nie jest objęty redukcją liczby godzin przy kolejnych zmianach podstawy programowej), realizujący program ustalany w instytucji wyznaniowej. Są wyjątkowymi pracownikami szkoły, niepodlegającymi faktycznie nadzorowi jej dyrektora czy kuratoryjnemu. Wiem oczywiście, że państwo mogłoby próbować ich nadzorować – ale nigdy w praktyce to nie zadziałało. Mamy więc pracownika, który może być gorzej przygotowany, w zamian za to podlega jedynie swojemu biskupowi w ramach tzw. misji. „Misja” zobowiązuje go do wypełniania zadań katechetycznych nie tylko w wyznaczonych godzinach, ale w całości jego udziału w życiu szkoły.

Nietrudno sobie wyobrazić misję katechety na godzinach wychowawczych i traktowanie na tych lekcjach nonkonformistów, którzy przyznają się do innowierstwa, ateizmu lub po prostu rezygnują z uczęszczania na te zajęcia ze względu na ich żenujący poziom. Działa Państwu wyobraźnia? Nawet nie musi być to wyobraźnia – każdy z nas, jeśli ma lub miał dzieci w wieku szkolnym, spotkał się z presją. W wielkich miastach może mniej groźną, w małych ośrodkach łamiącą charaktery i uczącą konformizmu.

Powierzenie wychowawstwa katechetom jest kolejnym narzędziem opresji ideologicznej, której ofiarami są w pierwszym rzędzie dzieci, w kolejnym ich rodzice. Nie jest tak, jak czytałem w pierwszych komentarzach, że to wprowadzanie państwa wyznaniowego. W edukacji, w szkołach obwieszonych krzyżami i działających pod dyktando sterowanych przez proboszcza katechetów państwo wyznaniowe ma się znakomicie od lat, teraz tylko po raz kolejny jest wzmacniane.

Nie wiem, czym my, Polacy, zasłużyliśmy na to, żeby wychowawcami naszych dzieci mogli zostawać przeróżni Międlarowie. Zgodnie z projektem rozporządzenia słynny w ostatnich dniach ks. Piwko, który oprotestował nadanie imienia Ireny Sendlerowej szkole w Izdebniku, „bo Żydówka, feministka i niegodna”, jeśli dostanie misję od biskupa, zostanie w tejże szkole katechetą i może wychowawcą klasy, której dzieci głosowały na taką, a nie inną patronkę. Nie wątpię, że szybko zabrałby się za ich „nawracanie”.

Kościół jest stroną ideologicznego sporu, sporu, który dzieli Polaków. Nie ma nic dobrego w tym, by jednej ze stron takiego sporu powierzać wychowanie wszystkich dzieci. Nie wiem, jak przypomnieć rządowi i pani minister, że ich obowiązki są najpierw polskie, że interes Polaków, a nie takiego czy innego związku wyznaniowego, ma być dla nich celem działania.

Pani minister rozszerza władzę katechetów, a w sejmowej zamrażarce od dwóch lat leży obywatelski projekt ustawy „Świecka szkoła”, który miałem zaszczyt prezentować w Sejmie podczas pierwszego czytania. Projekt, chyba jedyny obywatelski „niepisowski”, jaki przebrnął w tej kadencji przez wstępne głosowanie i został skierowany do prac w komisjach, zakłada likwidację finansowania katechezy w szkołach.

Według badań od 40 do 60 proc. Polaków było wówczas za. Pani Minister, może zamiast wzmacniania rozporządzeniem roli związku wyznaniowego w publicznej szkole odmroźmy i poddajmy debacie ten projekt? Pogadajmy o roli katechezy, o tym, na co wydajemy rocznie 1,5 mld złotych z budżetu. Będzie Pani mogła przedstawić swoje argumenty za dominacją interesu Kościoła nad interesem Polski.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. Węzeł Gordyjski i nie jak pan pisze interes Polski a świadomość młodego Polaka.Oczywiście jej stan będzie wpływał na nasza przyszłość.Uważam jako arcyredukcjonista ,że na obecnym rozwoju ewolucji ,wiara potrzebna człowiekowi jak puszcza bez Szyszki.Przykład- krzyż na piersi Władzimira..I w tej sytuacji religja powinna być apolityczna i bezstronna.Jeżeli jest tak, jak to jest dzisiaj ,to trzeba z tym walczyć jak o niepodległość.Dwie sale lekcyjne obok wpajają uczniom cynizm i ból głowy.Darwin z żebrami Adama ,za cholerę nie da się pogodzić.W tej sytuacji czy nie lepsze byłoby państwo teokratyczne ale wychowujace katolibanów,.Wyniki byłyby podobne jakie mamy w Iranie.A państwo na wzór UNA ,też nie do pogodzenia.Jak znaleźć złoty środek?Bez demokracji nie znajdziemy ,a dyktatorek w dyktaturce ,będzie dalej mącić w głowach ,w jakim kierunku krocząc ,jasne do przewidzenia.Szlag mnie trafia ,że nie dożyje sytuacji ,w której wiara w nadprzyrodzone ,pozbędzie się pośredników w modlitwie do Boga..,.

  2. Cyt: Zgodnie z porozumieniem episkopatu z MEN katechetą może zostać w liceach ksiądz po seminarium duchownym „z przygotowaniem pedagogicznym do nauczania religii”

    Równocześnie z „porozumieniem”, które jest takiem samym porozumieniem jaka pana (Watykan) ze swoim lennikiem (państwo polskie) działa zasada, że katecheta w państwowej szkole nie podlega nadzorowi państwa polskiego, tylko państwa obcego (Watykanu), za pośrednictwem biskupa.

    Coś, co pewnie się nazywa „merytorycznym przygotowaniem” do prowadzenia katechezy w szkole państwowej (liceum) w Polsce składa się, zgodnie z cytatem („ksiądz po seminarium duchownym „z przygotowaniem pedagogicznym do nauczania religii”), z dwóch elementów:
    1. przygotowania pedagogicznego
    2. przygotowania do nauczania religii.

    Jak tam się przygotowują do „nauczania religii” w seminariach, albo na meczach piłki nożnej – nie ma żadnego znaczenia dla państwa polskiego, skoro zdecydowało się zostać lennikiem Watykanu. „Nauka religii” może polegać na struganiu patyków, graniu w „world of tanks”, dłubaniu w nosie, albo doskonaleniu trudnej sztuki klękania na dwa kolana, co jest trudne nadzwyczajnie, bo własnie Polacy się uczą nieklękania, a klękanie mają za sprzeczne z godnością. To nie ma znaczenia na czym polega „nauka religii”.

    Znaczenie ma „przygotowanie pedagogiczne”. Tego państwo wymaga od nauczycieli, tego uczy i to sprawdza. Czy państwo polskie uczy, sprawdza, a chłam odrzuca w przypadku kandydatów na katechetów”? Pytanie jest retoryczne, odpowiedź jest jasna: państwo polskie nie szkoli z umiejętności pedagogicznych absolwentów seminariów, nie egzaminuje, nie wywala marnych pedagogów blokując im dostęp do szkoły państwowej bez zdania odpowiedniego egzaminu z umiejętności pedagogicznych. Wynika to z samej zasady: Polska jest lennikiem, a lennik doprasza się łaski u klamki pana lennego, czyli papieża, którego reprezentuje biskup.

    Samo połączenie katechety z „umiejętnościami pedagogicznymi” jest oksymoronem. Nie istnieją żadne takie umiejętności w przypadku działania katechety w szkole, czyli dostawcy treści religijnych. Katecheta uprawia indoktrynację, nie zaś nauczanie. Nie jest nauczycielem, a uczeń nie jest uczniem, ale obiektem tresury religijnej. W istocie – molestowania religią, w miejscu publicznym i pod okiem państwa polskiego.

  3. Tanaka.Brawo.Ale une po aktach Łamania prawa i Konstytucji ,nie przyjmują do wiadomości oczywistych ,oczywistości.To tylko jeszcze jeden paragraf ,z którego będą rozliczani przez suwerena.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Już dzisiaj – pomimo braku ustawy – katecheci są zatrudniani w szkołach nie tylko na stanowiskach wychowawców, lecz jako dyrektorzy szkół. Oczywiście z dodatkowym ich wsparciem ze strony PiS. Poczekajmy trochę, to i duchowni będą dyrektorować w szkołach. Czemu nie?

  6. Wracamy do korzeni; przez wieki organista kościelny był kierownikiem szkoły – należy się cieszyć, że, na razie, katecheta będzie wychowawcą klasowym, a nie dyrektorem szkoły. Choć, jak tak dalej pójdzie, to kto wie?

  7. Jak już Polacy mają wybierać to mniejsze zło, to wybiorą mądrze mniejsze zło w postaci katola Międlara jako wychowawcy w szkole, niż większe zło w postaci liberała Trynkiewicza czy Celińskiego jako wychowawcy w szkole.

  8. Najlepszymi wychowawcami w szkole byliby snakeinweb i senator Bonkowski. To tak a propos łączenia dr. Celińskiego z mordercą Trynkiewiczem.

  9. @Kaszuba

    To gospodarz Celiński wyjechał tutaj z reprezentatywnym księdzem i katechetą Międlarem, który wyleciał z KK szybciej niż się tam wśliznął. Więc można spokojnie przykleić gębę Celińskiego i Trynkiewicza wszystkim obyczajowym i ateistycznym liberałom.

    Jakaś sprawiedliwość i symetria musi przecież być.

  10. Jest absolutnym skandalem i najlepszym dowodem na istnienie oraz na codzienne knowania Szatana fakt, że w katolickiej i od dwóch lat wreszcie suwerennej Polsce, dyrektorami szkół publicznych nadal moga być osoby świeckie.

  11. @snakeiweb. „Wzbogacę” Twoje ostatnie zdanie: „Jakaś sprawiedliwość i symetria, i chamstwo musi przecież być”. Komu dedykuję chamstwo, mam nadzieję, rozumiesz.

  12. oddać szkoły kościołowi, dać mu za to pieniądze, i będzie cacy

  13. Ten wyjazd na tor wyścigowy ,to podziękowanie za milczenie puprpury ,w sprawie ustawy o IPN.I tak będą sobie dziękować ,przymilać i gładzić ,aż się obudzą zdumieni ,że podarki się skończyły ,miłość wygasła,i pozostanie kac nie do pokonania.

  14. Niebawem będzie „nawracanie” ogniem i mieczem ?

  15. Ksiądz wychowawca – żonaty i dzieciaty jeszcze ujdzie.

  16. @Kaszuba
    Chamstwo to mało powiedziane. To raczej sukinsyństwo. Więc zdanie powinno brzmieć: „Jakaś sprawiedliwość i symetria musi przecież być. Nawet w sukinsynstwie.”

  17. Będzie „ciekawie”. W dużych miastach zapewne powiększy się dysonans pomiędzy domem i Kościołem. Ciekawe jaki będzie stosunek wychowawcy np. do takich tematów jak antysemityzm; ogromna większość kleru jest chorobliwie antysemicka (mam księży w rodzinie więc mam dostęp do tego towarzystwa)

  18. Sojusz tronu i ołtarza w pełnym rozkwicie.

  19. @snakeinweb. Brnij dalej. Twoja wyrafinowana wrażliwość i poczucie humoru zbliżają się do ciężaru hipopotama.

  20. NASZE PAŃSTWO JEST ŚWIECKIE I ŻADEN KATECHETA NIE MOŻE BYĆ WYCHOWAWCĄ KLASY. TO JEST GLUPI POMYSŁ I POMIMO, ŻE WIELE RZECZY PIS ZROBIL DOBRZE TO NIE ZGADZAM SIĘ NA TAKĄ OPIEKE NASZEJ MŁODZIEŻY. RODZICE DZIECI ZROBIĄ REWOLUCJĘ I BĘDĄ MIELI RACJĘ . NIECH TA MINISTER SZYBKO SIE WYCOFA Z TEGO POMYSŁU.

  21. Zza kałuży
    27 lutego, g.4:27
    Też uważam że to skandal, ale przyjdzie walec i wyrówna.
    Rugując nauczycieli świeckich, będzie się zatrudniać takich matematyków, polonistów czy historyków, którzy zapewnią jednocześnie polsko-katolskie wychowanie. Księży oraz katechetów po przyspieszonych kursach z danego przedmiotu.

  22. W projekcie rozporządzenia zapewne jest – mogą być katecheci, a docelowo zabrzmi – mogą być wyłącznie katecheci. Takie, zasadne jak sądzę przewidywanie, wynika ze znajomości historii wprowadzania religii do szkół. Dasz palec. . . . itd. No cóż, ze statystyk wynika, że Kościół traci wiernych a więc i dochody, to szuka ich w kasie państwowej przy pomocy wasalnych urzędników państwowych. Niestety odniesie sukces. Robi to od setek lat. Ma doświadczenie.