Dlaczego zakaz handlu w niedziele? Bo tak!

Dlaczego PiS wprowadził zakaz handlu w niedzielę w supermarketach? Podstawowa odpowiedź chyba brzmi: „bo tak!”. Bo nie lubi supermarketów. Bo są obce kapitałowo. Bo można poopowiadać o „wartościach chrześcijańskich” i niedzieli w świątyni, bo suweren przecież jest katolikiem i marzy, by supermarket nie przeszkadzał mu w święceniu dnia świętego. Oczywiście, wszystko to kupy kompletnie się nie trzyma.

Na suwerena nikt oczywiście obowiązku spędzania niedzielnego czasu w galeriach handlowych nigdy nie nakładał. Miał przecież wolny wybór – po lewej świątynia, po prawej galeria. Mało tego, po niedzielnej sumie suweren spokojnie mógł zjeść obiad w sieciówce w galerii, zrobić zakupy.

Zdaje się, że ten wolny wybór (przekładający się często na „złe wybory”, zdaniem obecnej władzy) najbardziej bolał. Obcy kapitał? Władza nie interweniuje w sprawach godzin i dni pracy robotników w zakładach produkcyjnych zagranicznych marek. Ochrona drobnego handlu? To przedsiębiorca ze sklepiku na osiedlu już nie jest katolikiem, potrzebującym wolnej niedzieli? Ochrona pracowników sklepów wielkopowierzchniowych? Do tego wystarczyłyby zmiany w prawie pracy. O, przepraszam, ale takie zmiany dotyczyły by wszystkich, a nie uderzały jedynie w duże sklepy.

Celem były duże sklepy i galerie, których władza nie umiała uderzyć specjalnym podatkiem. Celem jest danie upustu nieracjonalnej i niezrozumiałej dla ludzi spoza partii rządzącej nienawiści do tych sklepów.

Są więc tacy, którzy chcą kupować w niedzielę. Jak wynika z badań, jest ich większość. Są tacy, którzy chcą tę sprzedaż zorganizować, inwestując w sklepy, galerie, zatrudniając pracowników. Są tacy, którzy tej pracy potrzebują i chcą ją podjąć. Producenci chcą zarobić na dostawie towarów. Praca jest opodatkowana, sprzedaż jest opodatkowana – łatwe wpływy do fiskusa. Tu pojawia się władza, która mówi: nie. Dlaczego, skoro wszyscy możemy na tym zyskać? Bo tak!

Gdzieś w tle czają się argumenty niewypowiedziane. Ot, takie jak dane GUS, z których wynika najwyższy od lat wskaźnik dezaktywizacji kobiet na rynku pracy, ewidentny efekt 500+. W galeriach i wielkich sklepach większość pracujących to kobiety. To w nie uderzy redukcja zatrudnienia – mniej godzin pracy to w sposób naturalny mniej miejsc pracy. Kobiety pozbawione własnych źródeł dochodów, wyłączone z rynku pracy, uzależnione od domowego „pana i władcy” – to przecież model promowany przez obecny estabilishment.

Prawo pozbawiające obywatela wyboru jest złe z definicji. Prawo, którego obchodzeniu kibicuje ponad połowa obywateli, psuje państwo, niszczy szacunek do ustawowych zasad życia wspólnego. Obśmiewanie czy powszechna niezgoda na jedną z norm rzutuje na cały system, dlatego dojrzałe demokracje wymuszają mechanizmy ograniczania przenoszenia ideologii partii czy sekt rządzących na prawo państwowe. Dlatego władze, które forsują swoje ideologie wbrew interesom ogółu, tracą autorytet. Niestety, obniżają przy okazji autorytet państwa.