Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości

12.03.2018
poniedziałek

Dlaczego zakaz handlu w niedziele? Bo tak!

12 marca 2018, poniedziałek,

Dlaczego PiS wprowadził zakaz handlu w niedzielę w supermarketach? Podstawowa odpowiedź chyba brzmi: „bo tak!”. Bo nie lubi supermarketów. Bo są obce kapitałowo. Bo można poopowiadać o „wartościach chrześcijańskich” i niedzieli w świątyni, bo suweren przecież jest katolikiem i marzy, by supermarket nie przeszkadzał mu w święceniu dnia świętego. Oczywiście, wszystko to kupy kompletnie się nie trzyma.

Na suwerena nikt oczywiście obowiązku spędzania niedzielnego czasu w galeriach handlowych nigdy nie nakładał. Miał przecież wolny wybór – po lewej świątynia, po prawej galeria. Mało tego, po niedzielnej sumie suweren spokojnie mógł zjeść obiad w sieciówce w galerii, zrobić zakupy.

Zdaje się, że ten wolny wybór (przekładający się często na „złe wybory”, zdaniem obecnej władzy) najbardziej bolał. Obcy kapitał? Władza nie interweniuje w sprawach godzin i dni pracy robotników w zakładach produkcyjnych zagranicznych marek. Ochrona drobnego handlu? To przedsiębiorca ze sklepiku na osiedlu już nie jest katolikiem, potrzebującym wolnej niedzieli? Ochrona pracowników sklepów wielkopowierzchniowych? Do tego wystarczyłyby zmiany w prawie pracy. O, przepraszam, ale takie zmiany dotyczyły by wszystkich, a nie uderzały jedynie w duże sklepy.

Celem były duże sklepy i galerie, których władza nie umiała uderzyć specjalnym podatkiem. Celem jest danie upustu nieracjonalnej i niezrozumiałej dla ludzi spoza partii rządzącej nienawiści do tych sklepów.

Są więc tacy, którzy chcą kupować w niedzielę. Jak wynika z badań, jest ich większość. Są tacy, którzy chcą tę sprzedaż zorganizować, inwestując w sklepy, galerie, zatrudniając pracowników. Są tacy, którzy tej pracy potrzebują i chcą ją podjąć. Producenci chcą zarobić na dostawie towarów. Praca jest opodatkowana, sprzedaż jest opodatkowana – łatwe wpływy do fiskusa. Tu pojawia się władza, która mówi: nie. Dlaczego, skoro wszyscy możemy na tym zyskać? Bo tak!

Gdzieś w tle czają się argumenty niewypowiedziane. Ot, takie jak dane GUS, z których wynika najwyższy od lat wskaźnik dezaktywizacji kobiet na rynku pracy, ewidentny efekt 500+. W galeriach i wielkich sklepach większość pracujących to kobiety. To w nie uderzy redukcja zatrudnienia – mniej godzin pracy to w sposób naturalny mniej miejsc pracy. Kobiety pozbawione własnych źródeł dochodów, wyłączone z rynku pracy, uzależnione od domowego „pana i władcy” – to przecież model promowany przez obecny estabilishment.

Prawo pozbawiające obywatela wyboru jest złe z definicji. Prawo, którego obchodzeniu kibicuje ponad połowa obywateli, psuje państwo, niszczy szacunek do ustawowych zasad życia wspólnego. Obśmiewanie czy powszechna niezgoda na jedną z norm rzutuje na cały system, dlatego dojrzałe demokracje wymuszają mechanizmy ograniczania przenoszenia ideologii partii czy sekt rządzących na prawo państwowe. Dlatego władze, które forsują swoje ideologie wbrew interesom ogółu, tracą autorytet. Niestety, obniżają przy okazji autorytet państwa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Obcoplemienni właściciele wielkich sklepów nie bardzo są przedmiotem nienawiści pisoidalnej władzy; bez nich nie działałaby większa część gospodarki. Rzecz raczej gdzie indziej: w zamordyzmie, który jest celem tej władzy. A urąganie na „obcych” to tylko zasłona. Celem jest kontrola Polaka. Władza pisowców ma być władzą totalną.
    Kościół kat wielokrotnie domagał się likwidacji handlu w niedziele. Dostał, czego żądał. To też totalitaryzm, a jednocześnie rozpacz: biskupi nie trafiają do ludzi inaczej niż przymusem prawnym. Jak jest wybór, to rodzina ( tak jest – „święta, katolicka, rodzina”, i „podstawowa komórka społeczna”, „ostoja chrześcijaństwa”) idzie do galerii: dzieciaki do kina, albo na plac zabaw, a razem do MacDonalda i kupić dzieciakom coś elektronicznego. Tak sobie Polak wyobraża „życie rodzinne”, cokolwiek to znaczy. Nie znaczy to nic gorszego niż przed epoką wielkich sklepów, gadanie o tamtej „świętej niedzieli” to fantazmaty.
    W obu przypadkach: Kościoła kat i pisoidów, chodzi o ten sam cel: totalność władzy i kontroli. Załatwianie przez pisoidów zgody na żądania Kościoła („niedziela dla Boga”), to nic innego, jak kolejne maskowanie jedynego celu, jaki mają. Jeden wspiera drugiego.
    Tak jest: zmiany w prawie pracy, całkiem proste, w zupełności wystarczyłyby by tym, co chcą „święcić niedziele w kościele” i „spędzić niedziele z rodziną”. Kto chce, pracuje 5 dni w tygodniu, prawo pracy mu to gwarantuje, przez sobotę się szykuje do świętej niedzieli, a komu nie przeszkadza praca w niedzielę, pracuje w niedzielę. System zachęt, wyższych stawek, np, za pracę w niedzielę zarobek dodatkowo 10% większy i brak przymusu, a tylko ochotne deklaracje, z pewnością przekona dość pracowników do pracy w niedzielę. Całkiem możliwe, że w ogóle nie trzeba zwiększać zachęt, by osiągnąć efekt.
    Ale tego nie chcą pisoidy i biskupi, bo w ogóle nie o to im chodzi.

  2. nie uwierzę w to, że chodzi o pracę w niedzilę, dopóki księża – też ludzie – nie dostaną wolnego w ten dzień

  3. Niedziela jest po to aby chodzić do koścoła, na obiad zjeść schabowego z kapustą a potem spacer z rodziną , nie żadne tam zakupy , wegetariańskie wygłupy i wycieczki rowerowe.Wskazane modltwy

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ja zaś myślę, że geneza zakazu jest nieco inna. PIS, potrzebuje szerokiego instytucjonalnego poparcia społecznego. Napatoczyła się więc tej partii taka instytucją jaką jest związek zawodowy „Solidarność” pod wodzą Piotra Dudy. Jako , ze związek ten, jest tuż przed wewnętrzną kampanią wyborczą, jego przewodniczącemu potrzebny jest wymierny sukces. bo tych brakuje mu w skali jakiej brakuje Rydzykowi pieniędzy. Jeżeli jest popyt , pojawia się podaż a w końcu dochodzi do transakcji. Tak właśnie stało się i w tym przypadku. Przyjęcie zakazu handlu przez większość sejmową, PIS na razie nic nie kosztowało, zaś Piotr Duda mógł się pokazać jako obrońca pracowników handlu. Sukces został osiągnięty tak łatwo, że otrzymany łakomy kąsek wzmógł apetyt Dudy do tego stopnia , że zaczął stawiać nowe żądania.

  6. Ponieważ zamieściłem juz na podobny temat wpis na sasiednim blogu, a koresponduje nieco polemicznie z wpisem powyższym, pozwalam sobie powtórzyć:

    Nikt rozsądny nie ma wątpliwości, że obłuda tej polityki wyrażonej zakazem handlu w niedziele, to tylko objaw uboczny.
    Nie chodzi też w gruncie rzeczy o reprezentowanie interesu kościoła, dla pissu to dogodny pretekst.

    Istotą tej i tym podobnych regulacji jest jawny i bezczelny sygnał do społeczenstwa o rozpoczęciu fazy mafijnego terroru władzy, która wpuszczona do kurnika demokratycznie, wykrada państwo i wolności z rąk obywateli.
    Przedmiotem terroru, obwieszczonego ‚zakazem handlu’ są wykradane społeczeństwu wolności osobiste, obywatelskie, ekonmiczne oraz rzecz jasna prawo i sprawiedliwość.
    To sygnał, że władza może wszystko, także w zakresie osobistych sfer wolności obywatelskich, np. do prowadzenia działalności zarobkowej, czy wykorzystania wolnego czasu.

    Tak jak za komuny, wkrótce obywatele spacerujący na ulicy w porze, gdy trwa pochód pierwszomajowy (pardon: miesięcznica) będą mogli być obecnie skazani za obrazę Narodu Polskiego.
    Podobnie ci, nieprzebywający odpowiednio często na mszy, czy niepoddający dzieci religii lub nieskładający kwiatów pod pomnikiem smoleńskim, czyli kaczyńskim.

    Do tego prowadzi ta taktyka, i prosze sobie zanotować, aby za rok sprawdzić, czy nadal brzmi ta wizja jak żart.

  7. A ja mam w tej kwestii mało skomplikowany pogląd.

    Moim skromnym zdaniem sześć dni w tygodniu jest wystarczającym interwałem czasowym do dokonania odpowiednich transakcji handlowych przez osoby do tego upoważnione i rozumiem dbałość Redaktora, jak również komentujących jego zaangażowany tekst, o miejsca pracy zatrudnionych w liczbie około 2 mln zatrudnionych Polek (przede wszystkim) i Polaków, ale ja w tym miejscu chce pochylić się nad nielekką dolą tych wszystkich właścicieli, współwłaścicieli, akcjonariuszy rozproszonych jak również akcjonariuszy większościowych
    którzy przez 24 godziny na dobę, 365 (366) dni w roku muszą nieustannie śledzić, podliczać, prognozować, analizować, dbać (nie tylko o dobro swoich pracowników), pielęgnować stare i dobre – z czasów Wokulskiego – zwyczaje itd. , itd. … i mam (bo stać mnie na to ) tej oto humanitarnej treści gest:

    „Odpocznijcie w końcu Panie i Panowie. Przynajmniej raz w tygodniu pożyjcie jak normalni ludzie.”

  8. Jeszcze jeden wpis z gatunku tych które naznaczone są humanitarnym piętnem.
    Cały czas o nowatorskiej dla niektórych treści ustawy o zakazie handlu w niedzielę, jak również dni świąteczne.
    Piszę „nowatorskiej dla niektórych” bo inni – jakaś część „niektórych” – wiedzą, że cala ta nasza cywilizacja judeo-chrześcijańska została tym cyklu (6+1) ustanowiona i z jakimś tam skutkiem przemierzała przez wieki, żeby nie powiedzieć tysiąclecia.
    Oczywiście byli tacy – jak dzisiaj na przykład Gekko, czy nie przymierzając Tanaka – którym było to nie w smak. Ale co mieli robić – naciskali czapkę na głowę i wracali do swoich siermiężnych codziennych obowiązków,
    Ale byli też tacy którzy się nie poddawali, jak dzisiaj na przykład Gekko, czy nie przymierzając Tanaka.
    Dla nich dzień świąteczny i związane z tym handlowe tabu nie było aż takie straszne.
    Jak to się kiedyś mawiało :

    Gdzie diabeł nie może, tam właściciela dyskontu pośle.

    Oto przykład jak radzono sobie w czasach przedwojennych kiedy handel był zmajoryzowany przez przedstawicieli jednej z mniejszości narodowych dla której dzień świąteczny ( w tym przypadku sobota) był świętością.

    Przychodzi sobota, czyli Żyd ( przedstawicieli tej mniejszości miałem wcześniej na myśli) zamyka sklep i Polak, albo Polka musi czekać do dnia następnego aby zakupić niezbędną w tym momencie marmoladę śliwkową.
    Owszem bywało i tak , ale … ( znam tę historię od osoby która pamiętała czasy przedwojenne) zdarzało się również, że Żyd zostawiał sklep otwarty, albo klucz w umówionym miejscu i chcąca dokonać niezbędnej dla niego transakcji osoba przekraczała próg pustego sklepu (Żyd w tym czasie się modlił) brała z półki rzecz o którą jej chodziło, zostawiała ekwiwalent pieniężny na ladzie, talerzyku, ewentualnie w słoiku 1 litrowym i wychodziła – zadowolona zapewne – ze sklepu.
    Oczywiście dla niektórych szok „uczciwy Polak”. To przecież klasyczny oksymoron.
    Widocznie nie oksymoron, skoro ów właściciel placówki handlowej nie zwinął interesu po pierwszej sobocie.

    I w tym momencie pomyślałam, a jakby tak dzisiaj zastosować podobny manewr. Czyli zostawiamy na przykład Biedronkę, Tesco, Auchan otwarte. Wszyscy pracownicy świętują dzień święty. W odpowiednio czytelny sposób informujemy o zasadach handlu w niedzielę – każdy bierze z półki niezbędny produkt, a należność (płatność gotówką, albo kartą ) uiszcza na ladzie Biura Obsługi Klienta.
    I w tym momencie istotna uwaga.
    Według niektórych, Polacy dzielą się na uczciwych wolnomyślicieli, humanistów, ateistów, tenisistów ( ale tylko stołowych) i tych którym obce są zasady savoir vivre, nierzetelnych, mało kulturalnych, żeby nie powiedzieć wprost – nieuczciwych przedstawicieli Ciemnogrodu i innego katolickiego zaścianka.
    Przyjmując jednak , że kiedy ci pierwsi, prawi, uczciwi będą dokonywać zakupów według zaproponowanej przeze mnie procedury , a ci drudzy oblegać będą placówki …przepraszam, obiektu kultu i wszystko będzie im w głowie z wyjątkiem zakupów to istnieje prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że moja propozycja rozwiązania napiętego problemu ma jednak głębszy, żeby nie powiedzieć metafizyczny sens.