Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości

15.04.2018
niedziela

Dwie konwencje, dwie planety

15 kwietnia 2018, niedziela,

Politycy opozycji po pierwszych sondażach dających jedno- czy dwuprocentową przewagę koalicji PO-N (od wczoraj zwanej Koalicją Obywatelską) nad PiS tryskają optymizmem i obwieszczają, że „ciężka praca daje efekty”. To jakieś zaklinanie rzeczywistości, próba wywołania samosprawdzającej się przepowiedni. Bo przecież tak naprawdę niewiele się zmieniło.

Owszem, notowania partii rządzącej spadły, ale działania opozycji nie mają z tym wiele wspólnego. PiS od czasu niewytłumaczonej rekonstrukcji rządu wpadł w kilka zastawionych przez siebie zasadzek. Chwała posłowi Brejzie, że nagrody rozpracował i nagłośnił, ale sprawcą całego zamieszania i, co za tym idzie, spadku w sondażach była minister Kempa, która według doniesień system dotacji dla ministrów wymyśliła. Pomogła jej była premier Szydło, której okrzyki sejmowe wyprowadziły z równowagi nawet wiernych „dobrej zmianie” widzów.

Odnoszę wrażenie, że cały czas obserwujemy mecz, w którym konsekwentnie na boisku dominuje jedna drużyna, i tylko ta jedna strzela bramki, nawet samobójcze.

Sobotnie konwencje – Koalicji Obywatelskiej i Zjednoczonej Prawicy – potwierdzają, że język debaty, jej tematy są narzucone przez PiS, a opozycja nie umie wyrwać się z pułapki politycznej impotencji.

Konwencja rządzących była mało samorządowa, za to skierowana do lokalnych społeczności, inspirująca i mobilizująca wyznawców. Ogłoszone przez premiera Morawieckiego pomysły obniżenia ZUS dla przedsiębiorców osiągających niskie obroty, niższego CIT, utworzenia funduszu remontu dróg gminnych – to walka o bezwzględną większość w „Polsce powiatowej”, o umocnienie swojej pozycji wśród wyborców klasy średniej lub aspirujących do niej.

Coroczne wyprawki szkolne dla dzieci – to kolejne, małe 500 plus. Nawet zgłoszony przez premiera Gowina pomysł głosowania rodzinnego to mobilizowanie niemałego przecież odsetka Polaków, dla których patriarchat jest jedynym dopuszczalnym modelem rodziny, a dzieci własnością rodzica. Mimo braków akcentów samorządowych, a może dzięki temu brakowi – bo PiS nielubiący i nierozumiejący samorządności wypadłby niewiarygodnie w takiej retoryce – konwencja wysłała do społeczności lokalnych sygnały programowe: przeniesienia wizji kraju „mlekiem i miodem płynącego” dzięki doszczelnieniu VAT na poziom lokalny, gmin i powiatów.

Poza przesłaniem do Polski lokalnej propozycje te niosą w sobie pułapkę dla opozycji, która reaguje w sposób zupełnie przewidywalny – wyliczeniami i stwierdzeniami, że się „nie da”, że to zadłużanie wnuków. Cóż z tego, że to prawda, skoro Polacy w tej formie słuchać tego nie chcą?

Konwencja Koalicji Obywatelskiej była z innej planety. Doceniam sprawność marketingową i samodyscyplinę polityków wyznających sobie publicznie miłość i konkurujących na szerokość uśmiechów. Ale poza utartymi frazami – obronić samorząd przed PiS, przed „Misiewiczami”, nasze miasta mają być fajne i otwarte – nie widzę argumentów, dlaczego wyborca miałby zrezygnować z niższego CIT i remontu drogi w jego gminie. Powraca też problem fundamentalny – wiarygodności. Hasło „obronić samorząd przed PiS” we Wrocławiu musi brzmieć wyjątkowo zabawnie – przy forsowaniu byłego wiceprezesa tej partii na prezydenta miasta.

Pomysły PiS mają swoich zaplanowanych odbiorców, pomysły opozycji tego nie udają – są czysto wyborcze, spłycają przekaz do problemu zdobycia władzy, bez szukania pomysłu politycznego i własnego języka pojęć i komunikacji z wyborcami.

Jedyny polityczny pomysł ze strony opozycji, jaki ostatnio się pojawił, przeszedł zupełnie bez komentarza. Adam Szłapka zaproponował najszerszą z możliwych koalicję na wybory 2019, koalicję abstrahującą od programów partyjnych, koalicję naprawy konstytucyjnej, demokratyzacji i odblokowania systemu partyjnego, odbudowy władzy sądowniczej. Po wykonaniu tych zadań kadencja miałaby być skrócona i każdy z podmiotów koalicji poszedłby w kolejnych wyborach własną drogą. Jeżeli przyjąć, że mamy w Polsce kryzys systemu na miarę choćby połowy tego, co opowiadają politycy opozycji, pomysł powinni podchwycić wszyscy, skrytykować, rozwinąć. Reakcji nie ma.

Może zatem kryzysu nie ma i należy cieszyć się z dwuprocentowej przewagi w sondażach, która przecież żadnego zwycięstwa nie daje? Może po prostu należy wierzyć, że tak naprawdę nie dzieje się nic złego, a przy porównywalnych wynikach wyborczych Zjednoczonej Prawicy i Koalicji Obywatelskiej ufać w sprawność Grzegorza Schetyny, który zbuduje jakąś większość, handlując z Kukizem, SLD czy kim tam jeszcze, kto znajdzie się w przyszłym Sejmie? I nie zadawać pytań, co taki układ byłby w stanie zmienić na lepsze.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Z PiS-em będzie tak, jak z komunizmem , dopóki nie znudzi się Panu Bogu.

  2. We Wrocławiu nie brzmi to wcale zabawnie, chodzi o byłego wiceprzewodniczącego PiS, z akcentem na „byłego”. Co do pomysłu Gowina, to jest on na tyle niedorzeczny, że nie można go traktować poważnie. Tak jakby ktoś mu powiedział: ty nie pasujesz do nas, a on na to: co, ja nie potrafię wymyślić niczego populistycznego? Proszę bardzo. I tak się uwiarygadnia w swoim obozie, jednak bez żalu, że mu to nie przejdzie. Może nawet powie: OK, to ja za coś tam zrezygnuję z żalem z tego pomysłu.