Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości

17.06.2018
niedziela

Nie cieszy mnie ten wyrok

17 czerwca 2018, niedziela,

Lewica i duża część liberalnej opinii publicznej cieszy się z wyroku Sądu Najwyższego, w którym uznał on za zasadną skargę na drukarza z Łodzi, który odmówił druku plakatu organizacji LGTB, uzasadniając to sprzecznością treści plakatu z własnymi poglądami.

Nie jest żadną tajemnicą, gdzie są moje osobiste sympatie, na pewno nie po stronie homofobów, niemniej wyrok ten wcale mnie nie cieszy, wręcz niepokoi. Niepokoi mnie z dwóch zasadniczych powodów.

Pierwszy to zdanie z uzasadnienia – sąd uznał, że treść plakatu „nie była w żaden sposób sprzeczna z wiarą katolicką”. Wiara jest kwestią ściśle prywatną, żeby nie powiedzieć: intymną. Pojmowanie jej zasad również, mimo katechizmów, encyklik i innych dokumentów Kościołów. Mam duży problem z uznaniem legitymacji sądu państwowego do orzekania – co jest zgodne z wiarą, a co nie. Rozdział państwa i Kościołów powinien działać w obie strony – Kościół nie nakłada na państwo swoich normatywów, państwo nie orzeka, co jest zgodne z normatywami Kościoła. W Polsce ta zasada jest notorycznie naruszana (przez dominujący Kościół), ale to nie znaczy, że w ramach tego nienormalnego zespolenia państwa z jedną z organizacji wyznaniowych sądy mają snuć rozważania dotyczące doktryny wiary. Nie chciałbym, żeby jakiś sąd kiedyś orzekał, co wynika z mojego światopoglądu, i na tym tle określał, czyją książkę powinienem wydać, kiedy taki autor zechce, a ja odmówię.

Drugi powód to jakieś archaiczne, rodem z gospodarki centralnie sterowanej, pojęcie „dostępu do dóbr” i pomieszanie (a w zasadzie nieodróżnianie) prywatnego od publicznego.

Nie mam żadnych wątpliwości, że w życiu publicznym nie ma miejsca na żadną dyskryminację, żadne ustalanie sortów obywateli. Państwo, instytucje publiczne i te prywatne, które realizują zadania publiczne, z zasady nie powinny zauważać różnicy płci, wyznania, orientacji seksualnej, poglądów – żadnej, wobec nich i w dostępie do nich mamy być idealnie równi. I jeśli komuś to się nie zgadza z jego światopoglądem – to nie ma dla niego miejsca w administracji publicznej czy kontraktu z NFZ. Powinien zająć się czym innym.

Prywatna drukarnia takim miejscem jednak nie jest – jeżeli przedsiębiorca chce drukować jedynie materiały o piłce nożnej, nikt nie może go zmuszać do drukowania tych o hokeju. Nie jest to żadnym ograniczeniem dostępu do dóbr, bo idę do drukarni ulicę dalej i drukuję. W gospodarce rynkowej ilość dóbr, do których można ograniczyć dostęp, jest naprawdę niewielka, szkoda, że świadomość tego stanu rzeczy nie dotarła do Sądu Najwyższego.

Cała sprawa jest wywoływaniem niepotrzebnego konfliktu. Przedsiębiorca w ramach wolności działalności gospodarczej ma prawo przyjąć lub odmówić przyjęcia zlecenia, prawdę mówiąc nie uważam, żeby musiał swoje decyzje jakkolwiek uzasadniać. Dokąd działa poza pieniądzem publicznym i usługami publicznymi, a dla jego usług istnieje konkurencja – nikt, nawet Sąd Najwyższy, nie powinien orzekać, jakie zlecenia ma wykonać, a jakiego nie i na ile to jest zgodne z jego wiarą czy poglądami.

Znając polski wymiar sprawiedliwości, obawiam się, że wszyscy cieszący się z orzeczenia w sprawie łódzkiego drukarza już niebawem mogą mocno protestować przy jakimś orzeczeniu wydanym według tej samej logiki. Bo to działa w obie strony.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Adam Strzembosz na początku lat 90, kiedy domagano się weryfikacji sędziów, nie bez podstaw zakładając, że jak w każdej branży zawodowej i wśród sędziów znajdowali się tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa, przeciwstawił się swoistego rodzaju lustracji. Wygłosił słynne oświadczenie, kumulujące się w haśle „środowisko oczyści się samo”

  2. „Państwo świeckie” lub „neutralne światopoglądowe” to eufemizmy mające przesłonić ateistyczny charakter takiego państwa. Państwo ateistyczne traktuje katolików jako obywateli drugiego sortu (zabraniając im wykonywania pewnych zawodów czy pełnienia niektórych funkcji). Nic więc dziwnego, że katolicy nie utożsamiają się z takim państwem traktując go jako narzucone obce ciało.

  3. Sąd tłumaczył się językiem obowiązującym – biblijnym bo pierwszy raz się spotkał aby Prokurator Generalny wystawił prokuraturę aby w kilku instancjach walczyła z poszkodowanymi! w sprawie cywilnej! Pamiętając o pamiętliwości i bezwzględności Ziobry musiał użyć zrozumiałego władcom języka aby opisać obowiązujące prawo.
    Co do drugiego zarzutu to niestety ale przepisy niedyskryminacji bronią nas przed Wojną Domową. Gdyby było inaczej to w optymalnym państwie o niskich podatkach, gdzie większość podmiotów jest prywatna, mógłby Pan nie zostać obsłużony w szpitalu, na poczcie lub na kolei z różnych światopoglądowych przyczyn. Obecnie nawet łatwo byłoby w busie, kinie,… przedstawicielowi mniejszości (Arab, Ukrainiec) powiedzieć, że nie obsługujemy brodatych bo przynoszą nam pecha albo że osoby słabo władające językiem polskim nie spełniają kryteriów bezpieczeństwa.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Więc jeśli właściciel kawiarni wywiesi kartkę „Żydom i czarnym wstęp wzbroniony” to nikomu nic do tego bo to prywatny biznes?

  6. 1. Pytanie? Co by było gdyby padł inny wyrok. Już widzę tę całą rzeszę powołujących się na różne wartości i odmawiające różnym osobom ze względu na.. swoich usług. Prywatnych oczywiście. Zważywszy, że sporo tych prywatnych już jest, byłoby ciekawie.
    2. Jak rozumiem autor jest za równością, ale już nie za równością podmiotów gospodarczych? Czyli pani bibliotekarka z publicznej biblioteki nie może się powołać na swoje poglądy, natomiast już pani z prywatnej apteki może się powołać i nie sprzedać no. środków antykoncepcyjnych? A proszę mi wierzyć i bibliotekarz/rka ma czasem wątpliwości czy dać takiemu jednemu z drugim określoną książkę. Takiego markiza de Sade np.
    3. Sprawa dotyczyła spraw sumienia i religii a więc katechizm był tu jak najbardziej na miejscu.
    4. I na koniec wart tu przywołać fragment wierszyka Fredry , który każdy zna.
    (…) A na to Gaweł: − Wolnoć, Tomku,
    W swoim domku.
    Cóż było mówić? Paweł ani pisnął,
    Wrócił do siebie i czapkę nacisnął.
    Nazajutrz Gaweł jeszcze smacznie chrapie,
    A tu z powały coś mu na nos kapie.
    Zerwał się z łóżka i pędzi na górę.
    Stuk! Puk!. Zamknięto. Spogląda przez dziurę
    I widzi… Cóż tam? Cały pokój w wodzie,
    A Paweł z wędką siedzi na komodzie.
    − Co waćpan robisz? − Ryby sobie łowię.
    − Ależ, mośpanie, mnie kapie po głowie!
    A Paweł na to: − Wolnoć, Tomku,
    W swoim domku.
    Z tej to powiastki morał w tym sposobie:
    Jak ty komu, tak on tobie.

    Dzisiaj pan odmówił gejom, jutro geje odmówią panu..

  7. Całkowicie się zgadzam , w każdym punkcie, a gdyby odmówił druku jakichś pism pogrobowców Hitlera, czy Stalina. ? potem sią\ę zastanowiłem – czy np. lekarz, prywatnie poza jakąś instytucją ale w swoim gabinecie może odmówić porady, komuś z którego poglądami się nie zgadza ? Ale drukarz to nie lekarz?