Bez wymagań

Wspaniały mundial w fantastycznej atmosferze – stwierdził Zbigniew Boniek, wracając z Rosji. W czasie tej fantastycznej zabawy zginęło dziesięciu ukraińskich żołnierzy, a 37 zostało rannych (podaję za Agnieszką Romaszewską) w wojnie, którą Rosja prowadzi z Ukrainą, a Ołeh Sencow głodował w łagrze – już 43. dzień. Ale przecież Władimir Putin, witając FIFA w Moskwie, powiedział, żeby nie mieszać sportu z polityką. To znaczy: nie mówcie mi, że jestem agresorem i mordercą, bo przecież funduję wam tu dobrą zabawę. No to nikt złego słowa nie powiedział, wszyscy bawili się dobrze.

Polski grajdołek, wsobny jak zwykle, przebolał błyskawicznie kompromitację polskiej reprezentacji, zajęty spazmami radości, że Niemcy też nie wyszli z grupy. Wszystko zgodne ze stereotypem, którego się kiedyś wstydziliśmy, z którego szydziliśmy – dziś bez cienia żenady wykrzykujemy w mediach społecznościowych, że nieporównanie większą radość daje nam klęska sąsiada, niż dałby własny sukces. Większości podobał się nawet mecz z Japonią, którego końcówka wyglądała jak ze skeczu Monty Pythona o meczu filozofów. Tylko że tam to było zabawne.

W Polsce, przygotowywanej na to od dawna przez część sceny politycznej, ocieplenie wizerunku Rosji przez mistrzostwa daje widoczne efekty – mało kto pamięta, czym jest ten kraj ze swoimi łagrami, zabójstwami politycznymi, brakiem wolności i agresją wobec sąsiadów. Prawie wszyscy wybierają wygodne patrzenie oczyma piłkarzy, bańkę, w której ich umieszczono, luksusowe hotele i sielskie widoczki z okien.

Dobrnęliśmy do jakiegoś mentalnego dna, w sferze wartości niczego nie oczekujemy – ani od siebie, ani od innych. Żyjemy w jakimś „cynizmie opłacalności” – nie oczekujemy od polityków, że będą dbać o państwo, bo wiemy, że im się to nie opłaca. Nie oczekujemy od FIFA, że będzie szukała miejsca na mistrzostwa w krajach cywilizowanych, bo wiemy, że im się to nie opłaca. Kiedy polscy piłkarze bawią się w delfinarium, żaden głos się nie podnosi – hola, panowie, czy wiecie, że to, co was bawi, to torturowanie tych zwierząt? Ale kto się przejmie zwierzętami, skoro akceptujemy, że nasi nieudaczni sportowo ulubieńcy bawią się świetnie w kraju łagrów? Zresztą taka krytyka nikomu się nie opłaca.

Politycy, sportowcy, publicyści, celebryci nie stawiają sobie żadnych wymagań poza jednodniową opłacalnością. My także im takich wymagań nie stawiamy, zwłaszcza że ich cynizm jest usprawiedliwieniem dla naszego osobistego – sobie przecież też wymagań żadnych stawiać nie będziemy.

To, co napisałem wyżej, nie jest o mundialu i futbolu – bo to tylko mikroczęść wielkiego zjawiska, w którym są „patriotyzmy” partyjne zastępujące państwowy, nepotyzm na niespotykaną dotąd skalę, przerażająco żenujący kandydaci na ławników Sądu Najwyższego, politycy dłubiący sobie w nosie w sejmowych ławach i Donald Trump szykujący się do uznania aneksji Krymu. Rzeczy małe i wielkie, w których nie stawiamy żadnych wymagań.