Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości Misiowie puszyści - Marcina Celińskiego blog o wartościach, przeszłości i przyszłości

4.01.2019
piątek

9 miliardów poszło z dymem

4 stycznia 2019, piątek,

Przez media przetacza się właśnie dyskusja o notyfikacji w Unii Europejskiej ustawy o cenach energii. Jest wiele przesłanek, by po notyfikowaniu uznana ona została za niedozwoloną pomoc publiczną dla sektora energetycznego. Jak będzie – zobaczymy, nie wiem też, czy rządzący będą z takiej decyzji niezadowoleni – jeśli zapadnie, raczej spodziewam się nawały propagandowej pod hasłem: „chcieliśmy wam dać, Unia nie pozwoliła”, niż szczególnego smutku.

To jest jednak problem mniejszy, niech nie przesłania nam tego podstawowego.

Sejm – nie partia rządząca, ale Sejm właśnie, bo głosy przeciw dają się policzyć na palcach – uraczył nas ustawą, która ma za zadanie spowodować niedostrzegalność podwyżek cen energii elektrycznej dla wyborcy w roku podwójnych wyborów.

Zastrzegam, że w powyższym akapicie ani razu się nie pomyliłem – podwyżek nikt zablokować nie może, one są faktem i ceny energii w obszarze nieregulowanym państwowo rosną od dłuższego czasu. Można więc tylko podwyżki czasowo ukryć. I nie przed konsumentami, a przed wyborcami. Konsumentem każdy z nas jest wtedy, kiedy nabywa jakieś dobro, kiedy zaś otrzymujemy za cenę niemającą nic wspólnego z kosztem i rynkiem od państwowego wytwórcy za ustaloną urzędowo opłatę – to jesteśmy wyborcami, nie konsumentami.

Sejm był łaskaw za nasze 9 mld wyjęte z prawej kieszeni budżetowej uznać, że wyjmie nam z portfeli mniej pieniędzy zasilających lewą kieszeń budżetową – w ten sposób wykonał ukochany przez polityków i wyborców manewr – uszczęśliwił nas za nasze własne pieniądze, udając jeszcze, że to wyjątkowa dla nas okazja. Taki manewr widziałem kiedyś, w latach 90. – mojemu znajomemu ukradziono furgonetkę, wartą jakieś 80 tys. Kilka dni po kradzieży dostał od złodziei propozycję – za jedyne 10 tys. może ją odzyskać. Sami przyznacie, że to okazja, grzech nie skorzystać.

Ale kiedy mowa o 9 mld… A gdyby sobie pokombinować, co by było gdyby…

Gdyby o postawie kolejnych rządów i ich działaniach ws. pakietu klimatycznego decydował nie interes partyjny (odrzućmy problem o kadencję, niech się martwią następcy), a państwowy (mamy problem, zajmijmy się nim). Gdyby tak – minimalistycznie – rok temu ktoś pomyślał: wydajmy 9 mld na czystą energetykę, jaki efekt będzie po roku?

Za 9 mld można by zbudować instalacje solarne dające ok. 1800 GWh rocznie. Jeśli zaoferujemy dofinansowanie połowy inwestycji gospodarstwom domowym – podwajamy produkcję, czyli 3600 GWh rocznie, obejmując programem 600 tys. domów, które zaspokajałyby same zapotrzebowanie na energię.

W 2017 r. z instalacji OZE wytworzyliśmy 12 454 GWh, wytworzenie dodatkowych 3600 GWh ekstra to byłby wzrost o prawie 30 proc. produkcji w samym sektorze fotowoltaiki. Przy okazji 600 tys. gospodarstw domowych interesowałoby się cenami energii tylko w przypadku wytworzenia w swoich instalacjach nadwyżek do sprzedaży, a nie przy wyliczaniu kosztów utrzymania. Wyliczenia powyższe są przy założeniu cen detalicznych instalacji, takich z „lepszej półki”. Dobrze konstruując program, jego efektywność przy wydaniu 9 mld zł byłaby większa.

A gdyby jeszcze obecny rząd nie walczył tak bardzo z wiatrakami, nie zdekonstruował ustawy prosumenckiej…

Można sobie opowiadać w telewizji publicznej, że globalne ocieplenie to bajka i spisek wrogich sił. Ale jak dotąd nie spotkałem nawet tam stwierdzenia, że dym ze spalania węgla działa ożywczo na funkcje życiowe, a smog pozwala poczuć więcej wolności.

W polskiej debacie na temat energii dominuje od jakiegoś czasu poziom „antyszczepionkowy” – całkiem mistyczne rozważania na temat fizyki, biologii, matematyki, oderwanie od faktów naukowo stwierdzonych i dosyć oczywistych, miejsce których zajmują dziwaczne przemyślenia „mędrców” internetu. Zupełnie pomijany jest argument przez dziesięciolecia ważny w polskiej myśli o suwerenności – dążenie do niezależności energetycznej. Dywersyfikacja to jedno, ale prawdziwie dobrą pozycję daje możliwość wytworzenia dużej ilości energii ze źródeł własnych. I tu OZE wydają się wynalazkami stworzonymi dla Polski, źródłami energii niewymagającymi ropy, gazu czy węgla, szczególnie że ten ostatni, jak się okazuje, także uzależnia nas od importu z Rosji.

Czyste źródła energii to nie tylko wymóg jakichś traktatów, co do których partie będą przekomarzać, która bardziej przyczyniła się do ich podpisania. To wymóg utrzymania podstawowej jakości życia, to kwestia opanowania epidemii chorób związanych z zanieczyszczeniami, to w końcu szansa na wytwarzanie dużej ilości energii bez spalania importowanych surowców. A 9 mld zł nie musi pójść z dymem…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Wolnorynkowa cena energii zmusza samego konsumenta do szukania tańszej energii, którą byłaby OZE. Możliwość jej sprzedawania dzięki internetowi praktycznie face to face daje nieograniczone możliwości jej sprzedawania i kupowania na całym świecie. To co państwo powinno robić to inwestować w sieci przesyłowe energii na kształt internetu. Produkowanie własnej, nawet w niewielkich ilościach energii elektrycznej mogłoby być biznesem dla każdego. Mówiąc prostym językiem. Można sobie wyobrazić w wersji hard nawet, że „chłop” w Maroku będzie na pustyni „uprawiał” energię elektryczną z ogniw słonecznych i mnie konkretnie, dzięki internowi ją sprzedawał. Proste?

  2. OZE pochodzące z wiatraków i fotowoltaiki ma jedną bardzo poważną wadę – nie jest stabilne, nie jest zawsze dostępne, maksymalna podaż nie pokrywa się z maksymalnym zapotrzebowaniem. Przykład: zimowa noc. A transport energii elektrycznej na duże odległości jest związany z dużymi stratami.

  3. Helissa , litości . To dane sprzed kilku do kilkunastu lat . Technologia się rozwija i akumulacja energii zrobiła milowe kroki . Nie widzisz że OZE we wszystkich krajach się rozwija . Przecież tam nie mieszkają wariaci . Przykre ale tzw. szkoły wyższe z Lublina czy Białegostoku nie brane pod uwagę w żadnym rankingu tego nie uczynią . W Niemczech OZE dosięgnął udziału 52 % Straty ? Były i będą . Dlatego taniej zastosować przemienniki na dużę napięcia a niskie natężenia . To juz za Tesli odkryto .

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dla uściślenia powinien podać Redaktor podać czyje były zapałki?

    Według mnie – Redaktor może się nie zgodzić – produkt przemysłu zapałczanego był własnością …liberalnej demokracji.
    To jej mechanizm, jej wymogi wymusiły na polskim Sejmie tę akurat decyzję.
    Nie należy popadać przy tej okazji w rozpacz – przypadłość to europejska.
    Oto przykład.
    Jakiś czas temu Georges Freche – były mer Montpellier który wygrywał swoje wybory w cuglach kilka razy pod rząd na pytanie ciekawskich „Jak Pan to robi ?” odpowiedział:

    – „Ludzi inteligentnych jest w społeczeństwie jakieś 5-6%. Moją kampanię robię więc dla idiotów.”

    Polski Sejm swoich wyborców traktuje podobnie i dlatego od kilkunastu lat wyborcze niedziele spędzam na grzybach…albo na rybach.

    Ale swoją drogą 9 mld na drodze nie leży.

  6. @Helissa

    Powiem więcej. Mogę sobie wyobrazić, że kraje arabskie wysyłają więcej energii pozyskanej ze słońca niż ropy czy gazu, ale do tego trzeba nowego Elona Muska. Niestety ci w państwach „ciemnego luda”, w których rządzą pisy, orbany czy erdogany itd… się nie rodzą.

  7. A ja jestem za dopłacaniem rządu do cen prądu i redukcją akcyzy w cenie prądu. Proponuję też skasować akcyzę w cenie benzyny, gazu, oleju napędowego itp.
    Osobiście wolę aby te „nasze 9 mld” zostały u mnie w kieszeni, a nie w kieszeni rządu, ja wiem znacznie lepiej od rządu jak te pieniądze sensownie zagospodarować.

  8. @samba kukuleczka
    4 stycznia o godz. 19:51

    Nie wiem, czy ta wypowiedz jest autentyczna czy ironiczna. Bo prawdziwych idiotow jest w spoleczenstwie mniej wiececj tyle samo co geniuszy (czyli kilka %). Zdecydowana wiekszosc ma srednia inteligencje. I to oni decyduja o wyborczej wygranej czy przegranej.

    Wiec moze mer Montpellier chcial tylko zmylic konkurencje?