Zawstydzenie

Wtłoczona przez PiS do umysłów dużej części komentatorów mantra brzmi: opozycja nie szanuje zwykłego człowieka. Świadczyć o tej pogardzie ma kwestionowanie wartości disco polo czy tzw. programów społecznych PiS. Ten w slangu speców od marketingu shaming – czyli zawstydzanie – jest od lat najskuteczniejszym środkiem kneblowania opozycji. Doprowadził do autocenzury lub co najmniej stałej formułki, od której polityk zaczyna krytyczne zdanie na temat jakiegoś zjawiska: ja szanuję wyborców PiS, ale…

Sekwencja zdarzeń jest taka: polityk opozycji krytykuje np. podwyżki dla górników. Rządowe media krzyczą: nie rozumie problemów zwykłych ludzi! Gardzi górnikami! Na to opozycyjni komentatorzy: w sumie ma rację, te podwyżki to złe posunięcie, ale nie wolno obrażać wyborców PiS, nie tędy droga…

Z tym obrażaniem to akurat w Polsce jest dosyć łatwo. Generalnie wszyscy są z jakiegoś powodu zawsze obrażeni. Górnicy – kiedy się mówi, że kopalnie są nierentowne. Myśliwi – kiedy się mówi, że zabijają zwierzęta. Drwale – kiedy się mówi, że wycinają las. O złodziejach, kiedy się mówi, że kradną, nie wspomnę. Najbardziej i stale obrażone są uczucia religijne, choć nikt ich nigdy nie widział. Tym niewinnym felietonikiem zapewne już obraziłem kilka/kilkanaście grup, a dopiero się rozkręcam.

Kampanie wyborcze są oczywistą okazją do „obrażania”. I shamingu. Małgorzata Kidawa-Błońska w Piasecznie mówiła o skutkach programu 500 plus dla części rodzin – o wykluczeniu kobiet z rynku pracy, często z życia społecznego w ogóle, antyaspiracyjnym modelu wychowania, w którym ma się mieć, a nie wypracowywać. I ruszyło – TVP wrzuca temat z komentarzem: ona uważa nas (dzieciatych) za leni! Pogardza nami! Zgodnie z opisaną sekwencją publicyści zasmucili się publicznie, że tak nie można, bo wrażliwi, prości ludzie się obrażą… Kidawa mówiła też o ludziach zdanych na jedno źródło informacji o świecie – hahaha, jest internet, wszyscy mogą wszystko zobaczyć!

Oczywiście nikomu nie przychodzi do głowy zapytać, czy twierdzenia były prawdziwe, czy nie. I kwestia fundamentalna: czy szacunek dla wyborcy (obojętnie której partii), czyli obywatela (niezależnie od jego statusu finansowego czy społecznego), ma polegać na omijaniu prawdy i kłamstwach w celu poprawienia mu samopoczucia. Czy większą oznaką szacunku jest mówienie prawdy?

Bo prawdą jest, że 38 proc. Polaków ma TV tylko z multipleksu, a mniejszość (bardzo niewielka) internautów szuka w sieci czegokolwiek poza rozrywką i mediami społecznościowymi (ograniczające „bańki” doskonale opisano).

Bo prawdą jest, że 500 plus nie przyniosło zapowiadanego przełomu demograficznego, za to negatywne skutki społeczne widać już dziś, a najgorsze jeszcze przed nami – kiedy wykluczone z rynku pracy kobiety zakończą pobieranie zasiłku, bo ich dzieci dorosną, i przyjdą po emerytury, nie mając za sobą okresów składkowych lub mając minimalne.

13. emerytura, z pompą celebrowana przez kandydata obozu rządzącego w ubiegłym tygodniu, ma być finansowana z Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych (dla niepoznaki zmieniono nazwę na Fundusz Solidarności). Czy stwierdzenie faktu, że jest to okradanie niepełnosprawnych, obrazi emerytów? Zapewne tak.

Podwyżka dla górników pracujących w nierentownych kopalniach i zwiększanie importu węgla z Rosji jest działaniem wbrew polskim interesom. Ale stwierdzenie tego faktu obraża ciężko pracujących górników.

Reguły wprowadzone przez PiS, a przyjęte przez opozycję, sprowadziły nas do absurdu, w którym każda wypowiedziana prawda staje się od razu obraźliwa. W odróżnieniu od propagandowej, kłamliwej papki tworzonej dla poprawienia nastrojów każdemu i wszędzie.

A przecież jest inaczej. Traktowanie obywatela jak upośledzonego, któremu nie można mówić prawdy, żeby się nie zezłościł, jest najwyższą formą pogardy, jaką można mu okazać. Mówienie prawdy jest najwyższą formą szacunku. Przestańmy sobie wmawiać, że jest inaczej.