Rząd z innej planety

Na kryzys gospodarczy mądrze można reagować dwojako: pokrywać straty z wypracowanych oszczędności (jak Niemcy, którzy właśnie wydają nadwyżki budżetowe z lat ubiegłych) lub zaciskając pasa, korygując wydatki, przekierowując strumień finansowy na cele antykryzysowe.

Trzecim sposobem jest udawanie, że nic się nie dzieje. Czyli działania skromne i finansowane z pompowania długu – emisji obligacji, które via banki komercyjne skupi bank narodowy, stając się dumnym właścicielem tracących z czasem na wartości papierów dłużnych. Taką ścieżkę wybrał rząd Morawieckiego.

Zrozumiałe, chyba już nawet dla największych fanów PiS, że ścieżka niemiecka w Polsce jest niemożliwa z tego prostego powodu, że nadwyżek okresu prosperity nie ma. Tak za sprawą programów socjalnych, jak – o czym często zapominamy – za sprawą lekkiej ręki w wydawaniu środków publicznych na większe i mniejsze zachcianki rządzących.

Już 10 lat temu (czyli za poprzedniej ekipy) poziom wydatków „sztywnych” czy regulowanych prawem ponadbudżetowym sięgnął bardzo wysokiego poziomu 70 proc. – oznaczało to, że państwo mogło dysponować swobodnie (np. proinwestycyjnie, prorozwojowo lub – w razie kryzysu – na walkę z nim) maksymalnie 30 proc. budżetu. Za rządów PiS ten wskaźnik przekroczył 80 proc.! Z jednej strony brak więc środków, które można przekierować na walkę z kryzysem, z drugiej – 80 proc. budżetu czasu prosperity szybko może okazać się 100 czy 120 proc. budżetu czasu kryzysu. To prosta matematyka.

Rząd działa tak, jakby zasady matematyczne nas nie dotyczyły. Podobnie jak z samą epidemią, która miała jeszcze na początku marca nas nie dotyczyć, uwierzy w zagrożenie kryzysem, gdy wszyscy już go odczujemy i nie da się na antenie TVP dalej twierdzić, że go nie ma.

Rządzący zapewne liczą na cud, podtrzymując wszystkie programy socjalne w niezmienionej formie, finansując telewizję zamiast służby zdrowia, wycofując się z zakupu nowych limuzyn dopiero pod presją medialną, chyba tylko dlatego, że nawet prorządowe (notabene hojnie) media zaczęły zwracać uwagę, że coś tu jest nie tak. Kryzys nie przeszkadza ministrowi Dworczykowi projektować podwyżek dla urzędników administracji rządowej, ministrowi Sasinowi organizować pocztowych „wyborów”. Jakby żyli na innej planecie.

W tym czasie Polacy szyją maseczki dla lekarzy, zrzucają się na respiratory, kupują przedpłatowo usługi w branżach wyłączonych z działalności, organizują samopomoc sąsiedzką.

Wiara, że trzymiesięcznym zwolnieniem z ZUS czy zasiłkami postojowymi przejdziemy przez kryzys, jest złudna. Zamknięcie sieci handlowych, punktów usługowych przekłada się wprost na stopniowe zamykanie produkcji. To powoduje spadek dochodów i samoograniczanie konsumpcji. Koło się zamyka: nie produkujemy, nie sprzedajemy, nie zarabiamy, nie wydajemy. Tego się nie da zmienić nocną legislacją jak zasad wyborów.

Ten rząd czy następny musi mieć strategię walki z kryzysem gospodarczym i środki niezbędne do tej walki. Nie ucieknie od cięć wydatków stałych. Począwszy od najprostszych i minimalnych – typu wprowadzenie kryterium dochodowego w programach socjalnych (500 plus czy 13. emerytura), rezygnacja z nieustannego dotowania górnictwa, zamrożenie mrzonkowych programów inwestycyjnych (CPK, przekop Mierzei) – sama likwidacja kosztów zarządów tych nieistniejących w praktyce tworów pozwoli kupić wiele respiratorów.

Konieczna jest zmiana filozofii na pomocową. Repatriacja nie powinna polegać na dojeniu Polaków przez LOT, produkcja płynu odkażającego nie powinna być hitem komercyjnym Orlenu, a maseczki sposobem na poprawę kondycji finansowej Poczty Polskiej. To także konieczność ograniczenia rozbudowanej ponad wszelką miarę administracji – z rekordową liczbą ministrów, wiceministrów i „pełnomocników ds. dziwnych i ciekawych”. Trudno, niech „szwagry” i „córki leśniczego” się obrażają. Sprawne i racjonalnie zbudowane centrum rządowe to niezbędny warunek skutecznej walki z kryzysem.

Opisane wyżej działania są dosyć oczywiste – choć jak się wydaje, nie dla tego rządu, który brnie w tanią propagandę, uznając, że to jedyny sposób na przetrwanie. Być może jest to sposób na przetrwanie tego rządu (raczej na krótką, nie na długą metę), lecz nie jest to pomysł na przetrwanie przez Polaków epidemii, kryzysu i nieuchronnej dekoniunktury.