Kto wygrał katastrofę?

W narzuconym przez PiS pędzie – blitzkriegu rozbijającego system prawny, zmiennych decyzji podejmowanych za większość organów państwa jednoosobowo na Nowogrodzkiej – tracimy zdolność do refleksji i odpowiedzi na pytanie, jak to się stało. Jak to się stało, że z państwa niedoskonałego stajemy się obszarem bezpaństwowym, rządzonym przez plemiennego kacyka, w którym najwyższym źródłem prawa jest jego kaprys. Jak to się stało, że większość Polaków akceptuje rezygnację z własnych praw i wolności na rzecz histerycznej quasi-dyktatury sfrustrowanego starszego pana.

Opisy i zestawienia faktów mamy – dzięki garstce dziennikarzy, którzy potrafią odseparować się od modnego dziś nadążania za zwrotami akcji. Przy dzisiejszej kondycji czytelnictwa zasięg przekazywanej przez nich wiedzy nie jest duży, ale to nie umniejsza wartości ich pracy. To dzięki nim możemy próbować zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość, a może (to takie marzenie nie tylko moje, wiem, że także wspomnianych dziennikarzy) kiedyś państwo polskie sięgnie do zebranej wiedzy i odpowie na wynikające z niej wyzwania.

Jednym z tego nielicznego grona tropiących i zestawiających fakty jest niewątpliwie Grzegorz Rzeczkowski, autor wydanej w ubiegłym roku książki o aferze podsłuchowej („Obcym alfabetem. Jak ludzie Kremla i PiS zagrali podsłuchami”), w tym roku wydał (nakładem wydawnictwa „Polityki”) równie ważną „Katastrofę posmoleńską”.

Katastrofa w 2010 r. była ogólnonarodową traumą. Traumą, której nie zawahali się wykorzystać polityczni cynicy do znaczącego przewartościowania na scenie politycznej, a przede wszystkim do kompletnej, choć zachodzącej ewolucyjnie, stopniowo zmiany w PiS.

PiS powstał jako partia odwołująca się do tradycji piłsudczykowskiej, w polityce zagranicznej przywiązana do doktryny Giedroycia (czasem w nieco śmieszny i naiwny sposób). W powszechnym odbiorze była to partia antyrosyjska, momentami rusofobiczna. Wielokrotnie sobie zadawałem pytanie – co i kiedy się stało, że taka partia przekształciła się w dziwaczną neoendecko-postgrunwaldowską hybrydę, jaką dziś widzimy?

Częściowo odpowiedź znajdujemy w książce Rzeczkowskiego, który precyzyjnie odtwarza zjawiska, jakie zaszły po katastrofie – aneksję Krakowskiego Przedmieścia najpierw przez neomoczarowców spod znaku Sendeckiego i Poręby juniora, potem narodowych harcerzy z ZHR (notabene – wtedy zaczął się ich marsz do odgrywania ważnych funkcji najpierw w PiS, a kiedy partia ta przejęła władzę – w układzie rządzącym), na koniec przez Solidarnych 2010.

To, co łączyło te środowiska, to postać Antoniego Macierewicza, który wyrastał właśnie na dysponenta „prawdy o Smoleńsku”. Rosjanie dosyć szybko zorientowali się, że mogą na katastrofie wygrywać –  tak zwyczajowym podsycaniem podziałów, jak wzrostem znaczenia tradycyjnie im przychylnych i zapewne w dużej mierze zinfiltrowanych przez nich środowisk postendeckich. Pojawiły się dziwne portale internetowe, a na nich „szokujące prawdy” zastanawiająco współbrzmiące z meandrami kierowanego przez Macierewicza i Stanisława Piotrowicza „zespołu smoleńskiego”. Jeśli dołożymy do tego ochocze wsparcie proputinowskiej amerykańskiej skrajnej prawicy – domyka się obraz antypolskiego układu, jego sponsorów i beneficjentów.

Grzegorz Rzeczkowski dotyka także bolesnej prawdy o ówczesnej słabości państwa, którego urzędnicy dawali się szantażować emocjonalnie bezwzględnym manipulatorom żerującym politycznie na katastrofie. To chyba najtrudniejsze do czytania fragmenty tej książki – z jednej strony mamy ludzi, którzy już wtedy próbowali niszczyć państwo i jego struktury, niszczyć wspólnotę narodową (po przejęciu władzy ich dzieło nabrało zawrotnego tempa), z drugiej (z niewielkimi chlubnymi wyjątkami) – nieporadnych, jakby zażenowanych sprawą czy zastraszonych presją tych, którzy powinni państwa i wspólnoty bronić.

Rzeczkowski kończy książkę publikacją pytań do kluczowych uczestników opisywanej historii, na które nie dostał żadnej odpowiedzi. To byłby zapewne materiał na kolejny tom opowieści. Choć i bez tego na pytanie zadane w podtytule książki – „kto rozbił Polskę” – Rzeczkowski udziela dosyć wyczerpującej odpowiedzi.