Gdzie jest podział – czyli Rafale, nie idź do pałacu!

Powyborczy tydzień słuchania, jak to jesteśmy podzieleni, jak źli są ci z Podkarpacia, mapki z województwami, które powinny zostać odłączone od Polski, powoduje u mnie coraz większą chęć co najmniej wewnętrznej emigracji. Liczba rzeczy niemądrych, jakie usłyszałem z ust także tych, którzy na co dzień wypowiadają się rozsądnie, przytłacza.

Tak, jesteśmy podzieleni

To zjawisko naturalne w demokracji. „Demokracje” bezpodziałowe lub przyjaźnie podziałowe to totalitaryzmy i autorytaryzmy. Rzeczą naturalną są różne spojrzenia na rzeczywistość, konserwatyzm i zachowawczość większości starszego pokolenia, ludzi o niższym wykształceniu, modernizacyjne i progresywne tendencje u lepiej wykształconych i młodszych. Znajdziemy to w każdym kraju, w którym można w miarę nieskrępowanie wyrażać swoje opinie.

Nie, nie dzielimy się na wschód i zachód

Największa bzdura to mapki pokazujące województwa wschodnie jako „obce”, inne – wystarczy przejść z procentów na liczby bezwzględne (a głosują obywatele, a nie punkty procentowe), żeby zobaczyć absurd tego myślenia. Tak, na obszarach, gdzie jest mniej dużych ośrodków miejskich, wyludniających się (młodzi uciekają), PiS ma więcej zwolenników. Ale polecam proste porównanie – w Rzeszowie Andrzej Duda dostał lekko ponad 50 tys. głosów, w Warszawie 330 tys. Zadanie do rozwiązania – kto bardziej przysłużył się zwycięstwu Dudy: warszawiacy czy rzeszowianie?

Komu zależy na podziale?

Oczywiście PiS. Przeniesienie konfliktu świata polityki na poczucie społecznego podziału to broń pozwalająca wygrywać. Rządzą nami źli ludzie, straszący Niemcami, Żydami, gejami i uchodźcami. Dzielący Polaków na sorty, odmawiający polskości swoim przeciwnikom politycznym, dehumanizujący mniejszości seksualne. Rządzą nami ludzie skorumpowani, niszczący struktury państwa, okradający nas wszystkich. Niektórzy świadomie, inni nie, pod hasłem „budowy suwerenności” realizują obce interesy. Ale tych złych ludzi jest ok. 50 tys. – posłów, radnych, działaczy, pracowników propagandy i spółek skarbu państwa. Ich marzeniem jest, byśmy uznali, że złych jest 10 mln Polaków, którzy zagłosowali na Andrzeja Dudę. Polskie problemy tworzą Kaczyński, Morawiecki, Szumowski, Duda, a nie rolnik z Podlasia i miliony jemu podobnych. I jeśli czujemy gniew, frustrację związaną z wychodzeniem Polski z cywilizacji europejskiej, to kierujmy ją właściwie – w stronę winnych, a nie tych, z których winni robią sobie (przy wielkim udziale części aktywistów opozycji) żywą tarczę.

Zasadne jest zżymanie się na nieuczciwość wyborów, złączenie w jedną maszynę reelekcyjną struktur państwa, Kościoła katolickiego i partii. Winnymi są politycy i hierarchowie, a nie ci, którzy im uwierzyli.

Powyższy opis to apel, by nie rysować głupich mapek i nie utożsamiać wyborców PiS z aparatem partyjnym niszczącym państwo. Wyborcy PiS to nasi rodacy, sąsiedzi, krewni. Oni tak samo jak my chcą żyć godnie, bezpiecznie, choć mogą widzieć drogę do tego stanu inaczej.

Rafale, nie idź do pałacu!

Powyższy opis to także apel do Rafała Trzaskowskiego – niech nie przekracza progu pałacu zajmowanego przez człowieka, który w kampanii wyborczej nie cofnął się przed żadną niegodziwością, nie zmarnował żadnej sposobności obrażania Polaków, którzy wydawali się jego sztabowcom inni, gorsi, bo nie rokowali nadziei, że będą głosować na rządzących. Tutaj nie ma miejsca na staropolskie „kochajmy się” z cynikami okradającymi nas z godności i niszczącymi państwo. Ze strony Dudy (czy raczej jego mocodawców) to zaproszenie ma charakter dominacyjny – wymuszenia gestu akceptacji i przejścia do porządku dziennego nad świństwem zrobionym Polakom w przerwie od robienia kolejnych świństw.

Szkoda czasu na nominata PiS, w tym czasie można pojechać np. do Gorzkowa czy jakiejś innej gminy z rekordowym wynikiem Dudy i pogadać z ludźmi tam na miejscu – spytać, co ich boli, i opowiedzieć o swojej wizji państwa. To będzie ruch faktycznie pojednawczy, wyciągnięcie ręki do zgody i rozmowy, a nie pałacowa szopka na potrzeby propagandy TVP.