Jak zwykle chodzi o kasę

Myślenie w kategoriach państwowych zanikło do tego stopnia, że można o nim pisać jedynie w dziale „historia”, teraźniejszość podporządkowana jest wyłącznie interesom partyjnym.

W tym (i tylko tym) kontekście można rozpatrywać pisowskie pomysły zmiany podziału terytorialnego – tworzenie 17. województwa na Mazowszu lub powrotu do gierkowskiego modelu 49 województw.

Mazowsza PiS jak do tej pory przejąć nie może, ciągle jest blisko, ale Adam Struzik trzyma się mocno. Propozycja podziału i ewentualnych wyborów do organów nowych województw jesienią tego roku doraźnie jest środkiem nacisku i zmianą sytuacji negocjacyjnej. To na krótką metę, bo jeśli PSL (lub jego część) zdecydowałby się zmienić koalicjanta, to stawiam dolary przeciw orzechom, że żadnego podziału i nowego województwa nie będzie.

W perspektywie dłuższej podział jest sposobem na trwałą zmianę układu politycznego – odcięcie Warszawy z wianuszkiem powiatów, gdzie jest silna PO, od obszaru, gdzie liczą się tylko PiS i PSL z przewagą tego pierwszego.

Dalej idącym pomysłem, pojawiającym się cyklicznie w PiS, jest powrót do modelu 49 województw, gdzie przemożna większość nowych tworów będzie bazować na maksymalnie jednym średniej wielkości ośrodku miejskim (piszę tu o miastach powyżej 100 tys.), a mniejszość będzie miała na swoim obszarze duży ośrodek (powyżej 250 tys. – takich w Polsce jest tylko 11).

Piszę o dużych ośrodkach, bo o jakości i skuteczności samorządu stanowią pieniądze, szczególnie środki własne. Te biorą się z podatków – własnych i udziału w podatkach państwowych zbieranych na terenie działania samorządu.

Do budżetu samorządu wojewódzkiego wpływa 1,6 proc. podatku od osób fizycznych i 14,75 proc. podatku od osób prawnych zebranego na terenie województwa. Podatki te są opłacane przez pracowników i podmioty wszystkich gałęzi gospodarki poza rolnictwem. Nietrudno skojarzyć zależność pomiędzy miastami a zasobnością budżetu województwa. Województwa rolnicze środki własne będą miały minimalne. Przy utrzymaniu obecnej struktury finansowania województw dysproporcje między małym województwem, w którym głównym ośrodkiem będzie Warszawa, Gdańsk czy Kraków, a chełmskim, suwalskim czy skierniewickim byłyby niewyobrażalne i w sumie wzmacniałyby „księstwa PO”, które PiS tak obsesyjnie chce likwidować. PiS przejąłby (przy obecnych notowaniach i geografii wyborczej) władzę nad większością takich pozbawionych dużego ośrodka samorządów, ale możliwości ich działania byłyby zerowe.

Rozwiązaniem będzie zmiana sposobu finansowania. Z obecnego modelu opartego na środkach własnych, dotacjach i subwencjach zapewne przeszlibyśmy na subwencyjno-dotacyjny. To będzie właściwy cel zmian przeprowadzanych pod osłoną nowego podziału administracyjnego i zaspokajania lokalnych ambicji społeczności miast, które 22 lata temu straciły status wojewódzkich. O zaletach takiego rozwiązania dla partyjnych i osobistych interesów aparatu PiS można napisać tomy. Samorządy pozbawione środków własnych ustawiłyby się w kolejce po dotacje – dopięty by został system kliencko-proszalny, w którym powodzenie i rozwój nie zależy od lokalnej inicjatywy i przedsiębiorczości, ale od dobrego układu z urzędnikiem w centrali dzielącym kasę na dotację.

Jakież piękne pole do łamania samorządowców, podporządkowywania ich sobie, jakież możliwości „osobistego rozwoju” dla ministerialnych władców dzielących środki w korupcjogennym systemie. Korupcjogennym tak w wymiarze politycznym, jak tym najzwyklejszym, ludzkim.

Dodajmy do tego wątek finansowania europejskiego, które może w przyszłości trafiać bezpośrednio do samorządów – to proszę bardzo, PiS będzie miał całą listę swoich, którzy w dodatku będą mieli środki na inwestycyjny wkład własny, w odróżnieniu od tych obcych, którzy dotacji z ministerstwa na taki wkład mieć nie będą.

Z punktu widzenia interesów państwa i jego rozwoju – oczywiście większy sens miałyby działania odwrotne, zwiększanie udziału samorządów w podatkach, zmniejszanie obszaru dotacyjnego i tworzenie większych, silniejszych jednostek. Dla spokoju społecznego – pozostawienie dzisiejszego modelu, będącego efektem wypracowywanego w latach 1997/98 kompromisu próbującego godzić racjonalne przesłanki i kryteria z ambicjami i interesami politycznymi różnych środowisk.

Rozdrabnianie i osłabianie samorządu nie leży w interesie Polski i jej rozwoju. Ale czy komuś w PiS takie drobiazgi mogą zaprzątać głowę?