Łuczek triumfalny wicepremiera Sasina

Pomnikomania jest nieodłączną cechą władzy. Nie znam ekipy, która by nie wierzyła, że pokolenia wyborców będą sławić jej imię dzięki często kosztownym symbolom. Pomnikami są monumenty, muzea, ale także szpitale, szkoły, reformy prawne – to, co ma w przyszłości kojarzyć się z rządzącymi.

Jak donosi Onet, „Łuk triumfalny w Tomaszowie Lubelskim będzie miał sześć metrów wysokości”, a podpisujący akt erekcyjny wicepremier Sasin uzasadnił jego budowę tak: „Łuk będzie budował naszą polską tożsamość i będzie przyczyniał się do tego, że będziemy trwać, że nie roztopimy się w jakiejś ogólnonarodowej, ogólnoetnicznej magmie europejskiej”.

Daruję sobie próbę egzegezy i zrozumienia, o co chodzi z tą „ogólnonarodową i ogólnoetniczną magmą” złotoustego Sasina. To chyba jakaś antyeuropejska obelga.

Aaaa… warto dodać, że budowla ma upamiętniać 100-lecie Bitwy Warszawskiej i pobytu Józefa Piłsudskiego w Tomaszowie Lubelskim. Fakty te są dosyć luźno powiązane. Bitwa, jak wiadomo, była w 1920 r. (czyli stulecie mamy za sobą). Naczelnik, owszem, był w Tomaszowie i odbierał defiladę kawalerii w 1921 r. Tak jak wielu jednostek w różnych miejscach Polski.

O co chodzi z tym łukiem, a w zasadzie łuczkiem (bo wygląda na namiastkę tego projektowanego w Warszawie, o wysokości 150 m, który – jak obiecał premier Morawiecki w 2019 r. – powstanie w „krótkim czasie”)?

Ma być na nim napis „Cud nad Wisłą”, poza tym ułan, piechur i ks. Skorupka, Matka Boska Łaskawa i orzeł legionowy. I płaskorzeźba z Piłsudskim. Czyli endecka wizja interwencji boskiej (co zawsze doprowadzało Marszałka do wściekłości), ubarwiona jego wizerunkiem. Można powiedzieć: PiS w pigułce. Proputinowska, endecka władza wspierająca się pogromcą nawały ze wschodu, z nieodłącznym od kilku lat antyeuropejskim wydźwiękiem. Nominować Piłsudskiego na symbol antyeuropejskości – to tylko PiS potrafi…

Nie wierzę w życie pozagrobowe, ale umiem sobie wyobrazić barwne obelgi, jakie Komendant cisnąłby, gdyby mógł, w stronę budowniczych tego łuczku.

Można retorycznie zapytać, czy w pandemii łuczek jest pierwszą potrzebą Tomaszowa Lubelskiego, ale po co?

Lata temu trafiłem pod oczyszczalnię ścieków w powiatowym mieście. Na budynku wmurowane były tablice upamiętniające oddanie jej do użytkowania, na których wyczytałem, że obiekt wzniesiono w tej, a tej kadencji rady miasta, burmistrzem był X, wiceburmistrzem Y, w komisji budżetowej byli (lista nazwisk), a w komisji gospodarki komunalnej (lista nazwisk). Rozbawił mnie pomnik upamiętniający kilkanaście osób, które przyczyniły się do tej budowy. Dziś, kiedy zestawię to z „łuczkiem Sasina”, przestaję kpić z megalomanii samorządowców od oczyszczalni ścieków. Bo jeśli już władza musi stawiać pomniki – niech stawia takie, które służą poprawie naszego bytu, jakości życia, a nie tylko antyeuropejskiej propagandzie i pisaniu historii na nowo.

Wolę pomniki w postaci autostrad, orlików, konstytucji czy reform, jakie postawiły sobie rządy PO, SLD czy AWS/UW. Bardziej czy mniej udane te pomniki, ale budowane z myślą o interesie wspólnym.

Pomnikami obecnej władzy są masowo powstające „Jany Pawły II”, „Lechy i Marie Kaczyńskie”, najpilniej strzeżone schody na pl. Piłsudskiego, będzie takim także łuczek Sasina (o ile powstanie, bo wiemy, jak tej ekipie idzie budowanie). Największym i najlepiej opisującym tę władzę pomnikiem są dwa słupy w Ostrołęce – kosztowały dotąd ponad miliard, a będą kosztować więcej, bo jeszcze trzeba zapłacić za wyburzenie.

Skoro pomnikomania jest nie do zwalczenia – oceniajmy władzę po jakości pomników.